Zgodnie z polskim prawem TP SA musi udostępniać swoje łącza wszystkim firmom, które chciałyby nimi dostarczać internet swoim abonentom. I choć nie robi tego za darmo, to jednak - zdaniem Komisji Europejskiej - mogła utrudniać konkurentom dostęp do łączy. A tym samym - ograniczać możliwości uczciwej walki rynkowej.
"W wyniku praktyk TP (...) alternatywni usługodawcy musieli borykać się między innymi z opóźniającą strategią TP SA, która żądała od nich spełnienia nieracjonalnych warunków i odmawiała im dostępu do informacji niezbędnych do (...) sprawnego funkcjonowania w tej branży" - czytamy we wczorajszym komunikacje Komisji. I dalej: "Postawa ta stała na przeszkodzie rozwojowi polskiego rynku detalicznych usług dostępu szerokopasmowego".
Komisja wszczęła postępowanie w kwietniu zeszłego roku. W tym samym czasie kontrolę przeprowadził Urząd Komunikacji Elektronicznej, polski regulator rynku. Badał on wtedy konkretną sytuację. Otóż Centertel, operator komórkowej sieci
Orange i jednocześnie spółka zależna TP, postanowił wydzierżawić łącza od swojego właściciela. Zaoferował dzięki tej współpracy usługę stacjonarnego internetu Orange Freedom. Samo w sobie nie jest to naganne. Problem w tym, że zdaniem konkurentów TP SA - PTC i Netii - Centertel dostał lepsze warunki niż cała reszta, a usługę sprzedano mu poniżej kosztów. O swoich podejrzeniach zawiadomili więc UKE i UOKiK.
- Nasza kontrola pokazała m.in., że Centertel miał dostęp do informacji, do których dotrzeć nie mieli szans konkurenci, a dodatkowo udostępniano mu miejsce w centralach, do których inni gracze nie byli wpuszczani - tłumaczyła rok temu Anna Streżyńska, prezes UKE. Teraz Komisja Europejska potwierdza zarzuty w sprawie dyskryminowania konkurencji przez TP.
- W przypadku Orange Freedom operator szybko wycofał się z tych praktyk. Ale nie były one jedynym przykładem dyskryminowania innych operatorów - przypomina Streżyńska.
To z tego powodu rozważała decyzję o podzieleniu Telekomunikacji Polskiej na część hurtową i detaliczną. Wydzielenie części odpowiedzialnej za oddawanie łącz w dzierżawę innym firmom miało gwarantować, że do dyskryminacji dochodzić nie będzie. Ostatecznie podpisano porozumienie, na mocy którego odcięty zostanie przepływ informacji między częścią detaliczną a hurtową TP.
Wczorajsza informacja Komisji nie przesądza jeszcze o winie operatora. Gdyby jednak podejrzenia się potwierdziły, TP SA grozi kara. Jak wysoka? Główny akcjonariusz TP SA - France Telecom - w bardzo podobnej sytuacji musiała zapłacić ponad 10 mln euro. Komisja Europejska stwierdziła bowiem, że firma Wanadoo Interactive (z grupy FT) świadczyła usługę internetu po cenach dumpingowych, co blokowało konkurencji możliwość utrzymania się na rynku.
"TP SA zwraca uwagę, że przesłanie zastrzeżeń stanowi zwykły etap postępowania prowadzonego przez Komisję, który nie przesądza o końcowych wnioskach" - czytamy w oświadczeniu spółki.
TP ma dwa miesiące na udzielenie odpowiedzi Komisji.