Biznes Ludzie Pieniądze

Polska zrobi atomowy interes z Rosją? Moskwa czeka na sygnał

Rafał Zasuń, Sankt Petersburg
01.03.2010 , aktualizacja: 01.03.2010 21:26
A A A Drukuj
Rosjanie czekają na sygnał od Polski w sprawie elektrowni atomowej w obwodzie kaliningradzkim
25 lutego: Szef Rosatomu Siergiej Kirijenko, wicepremier Siergiej Iwanowi,
gubernator Gieorgij Boos podczas uroczystości rozpoczęcia budowy
25 lutego: Szef Rosatomu Siergiej Kirijenko, wicepremier Siergiej Iwanowi, gubernator Gieorgij Boos podczas uroczystości rozpoczęcia budowy
- To jest świetny projekt - opowiada "Gazecie" Maksim Kozłow, menedżer z Inter RAO, firmy, która ma sprzedawać prąd z elektrowni. W czwartek oficjalnie rozpoczęto jej budowę - wmurowano kamień węgielny. Dwa bloki po 1150 MW mają kosztować 5 mld euro, Rosjanie chcą oddać pierwszy w 2016 r., drugi - dwa lata później.

Rosatom - państwowe przedsiębiorstwo odpowiedzialne za energetykę jądrową w Rosji - po raz pierwszy w historii zaprosiło zagranicznych inwestorów do objęcia 49 proc. udziałów w przedsięwzięciu. - Zainteresowanie jest ogromne - twierdził podczas uroczystości Siergiej Kirijenko, szef Rosatomu, ale dodał, że światowy kryzys przyhamował negocjacje. Rosjanie na razie nie chcą ujawniać, z kim rozmawiają. Chęć udziału ogłosiła oficjalnie tylko hiszpańska Iberdrola. Kirijenko dodał, że wśród kandydatów na inwestorów są firmy z Niemiec. Partnerzy mają być wybrani w 2011 r.

Elektrownia ma dostarczać prąd do obwodu kaliningradzkiego, ale przede wszystkim na eksport - do krajów bałtyckich, Polski i Niemiec. Żeby tak się stało, potrzebna będzie jednak budowa łączników energetycznych. Kaliningrad ma dziś bezpośrednie połączenie tylko z Litwą, a przez nią - z resztą Rosji i Białorusią. - Wiemy, że powstaje łącznik między Polską a Litwą - mówi Kozłow. - Chcemy, żeby powstał jeszcze jeden - między obwodem a Polską. To mogłaby być część tzw. bałtyckiego pierścienia energetycznego łączącego kraje leżące nad Morzem Bałtyckim. - Nasi partnerzy nie muszą uczestniczyć w budowie elektrowni, mogą np. wnieść swój wkład, inwestując w łączniki.

W Polsce budowa sieci ślimaczy się z powodu problemów z właścicielami działek, na których mają biec przewody. - Zdajemy sobie z tego sprawę, dlatego proponujemy budowę łącznika pod powierzchnią morza, między Kaliningradem a Elblągiem.

Nasz rząd na razie milczy. Wiceminister gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska mówiła kilka miesięcy temu, że temat elektrowni pojawił się podczas międzyrządowych negocjacji gazowych. Ale żadna ze stron go nie kontynuowała. Strzelec-Łobodzińska nie wykluczyła, że Polska zgodzi się na budowę łącznika, ale dodała, że prąd powinien móc płynąć w obie strony. - Dla nas to nie problem - mówi Kozłow.

Nieoficjalnie polscy urzędnicy mówią, że boją się dalszego uzależniania od importu energii z Rosji, zwłaszcza możliwości energetycznego szantażu. Rosjanie przekonują, że energia elektryczna to nie gaz, który można odciąć w każdej chwili. - W czasie wojny osetyńskiej w ubiegłym roku należące do nas elektrownie w Gruzji pracowały normalne, prąd płynął też z Rosji do Gruzji - opowiada Kozłow. Dodaje, że są gotowi dać inwestorom także miejsca w zarządzie spółki, do której będzie należeć elektrownia. - Ale nie jesteśmy zakładnikami zgody Polski na budowę łącznika, możemy położyć kabel do Niemiec wzdłuż gazociągu Nord Stream.

Kosztowałby on 1,2 mld euro, ale Kozłow twierdzi, że energia z kaliningradzkiej elektrowni i tak będzie konkurencyjna. Niemcy zamykają bowiem do 2030 r. wszystkie swoje siłownie jądrowe, nie powstają tam też nowe elektrownie na węgiel. Planowane nowe siłownie będą zasilane głównie gazem i wiatrem, energia z atomu jest od nich tańsza.

Najbardziej zaniepokojeni rozpoczęciem budowy elektrowni w Kaliningradzie są Litwini. 1 stycznia 2010 r. zgodnie z umową z UE musieli zamknąć poradziecką elektrownię atomową w Ignalinie. Prąd zdrożał o 30 proc. Zamknięcie elektrowni ustalono już w 2004 r., ale od tego czasu Wilno zrobiło niewiele, by postawić nową siłownię. Dopiero w zeszłym roku wybrano miejsce i ogłoszono przetarg. Litwini twierdzą, że rozmawiają z piątką chętnych inwestorów, nie wiadomo jednak, czy pogrążona w kryzysie Litwa zbierze pieniądze na siłownię. Coraz mniejsze są szanse na to, że do projektu przyłączy się - tak jak wcześniej planowano - Polska, która skupia się na budowie własnej atomówki.

Według firmy doradczej Rothschild w regionie będzie popyt na prąd produkowany przez obie siłownie.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    69 głosów