Gdy ośmielą się pójść na urlop wychowawczy, natychmiast dostają od państwa po łapach i kieszeni. Ich konto emerytalne przez trzy lata zamiera - nie trafia tam ani złotówka. A to oznacza emeryturę niższą nawet o 20-30 proc.!
Od pięciu lat politycy różnych ugrupowań - od PiS po PO - obiecują, że państwo (podobnie jak za matki pracujące na etacie) będzie odprowadzać składki. I na obietnicach się kończy. Bo politycy nie są w stanie w
budżecie znaleźć na matki kilkudziesięciu milionów złotych rocznie.
W całej Europie za takie kobiety składki odprowadza państwo. Daje w ten sposób sygnał - zależy nam na wspieraniu rodzin.
Na kobiety prowadzące własną działalność państwo powinno dmuchać i chuchać. Nie wyciągają ręki do pomocy społecznej, nie siedzą bezczynnie, czekając na zasiłek. Wiele z nich nie mogło znaleźć
pracy na etacie, więc zarejestrowały własną firemkę. Ryzykując swój majątek.
Wychowawczy to w ich wypadku często konieczność. Bo czy to ich wina, że w Polsce nie ma żłobków, że za prywatne przedszkole trzeba zapłacić nawet 1600 zł (
Warszawa Ursynów)? A wreszcie, że na ułatwienia w zatrudnianiu niań wszyscy czekamy od początku transformacji ustrojowej.
Drodzy posłowie - koalicji i opozycji - jak byście się czuli, gdyby przez trzy lata Sejm nie odprowadzał za was składek emerytalnych? Pewnie narobilibyście rabanu - to skandal, niedopatrzenie, kto za to odpowiada - padałyby ostre słowa z mównicy sejmowej. Następnego dnia projekt odpowiedniej ustawy wylądowałby na biurku marszałka.
A matki? Muszą im wystarczyć obietnice.
Jak ta ze strategii obecnego rządu "
Polska 2030": "Naszym priorytetem jest promowanie aktywności zawodowej kobiet i polityki prorodzinnej".