- Ubiegły rok był najtrudniejszym okresem w historii banku. Powodem był kryzys na światowych rynkach finansowych, w następstwie którego polska gospodarka gwałtownie wyhamowała, wyniki przedsiębiorstw pogorszyły się, a
bezrobocie wzrosło. Mimo tak poważnych turbulencji zakończyliśmy ten rok w dobrej kondycji - komentuje zarząd w sprawozdaniu rocznym.
- Okresem przełomowym dla polskiej gospodarki w tym roku będą najbliższe miesiące. To jak eksporterzy poradzą sobie w perspektywnie umacniającej się złotówki oraz jak konsumenci zareagują na rosnące bezrobocie. Pod tymi względami jestem umiarkowanym optymistą - mówi Mateusz Morawiecki, prezes BZ WBK.
W przeciwieństwie do większości banków BZ WBK głośno mówi o tym, że będzie walczył o nowych klientów. - Będziemy to robić odważnie i agresywnie. To oznacza, walkę o klientów innych banków ponieważ, liczba "nieubankowionych" jest coraz niższa. Ostatnie dane wskazują, że już ponad 70 proc. Polaków ma konto osobiste więc w tym obszarze pole do walki nie jest już wielkie - mówi Morawiecki.
W tym roku BZ WBK spodziewa się wzrostu dochodów z TFI. - Stawiamy naszym kolegom z Arki bardzo ambitne cele jeśli chodzi o wzrost dochodowości - mówi Morawiecki.
Prezes podkreśla też, że BZ WBK był jednym z niewielu banków, którym udało się uniknąć masowych zwolnień. O 5 mln zł bank obniżył koszty pracownicze, oszczędzając przede wszystkim na szkoleniach. Zarząd zapowiedział, że zamierza solidarnie z pracownikami ponieść ciężar związany z kryzysem i obniży sobie
wynagrodzenia. Czy tak się stało? Prezes Mateusz Morawiecki zarobił w ubiegłym roku 1,54 mln zł, o 311 tys. zł mniej, niż w 2008 r. Ale cały 11-osobowy zarząd (należy do najliczniejszych w branży) zarobił z tytułu podstawowych wynagrodzeń 8,85 mln zł, czyli więcej, niż w 2008 r., kiedy wynagrodzenia zarządu kosztowały 7,88 mln zł.