Bezrobocie jest największym problemem borykającej się z kryzysem i recesją Hiszpanii. W porównaniu z lutym ubiegłego roku liczba bezrobotnych zwiększyła się w tym kraju o ponad 20 proc., a na koniec 2009 r. oficjalna stopa
bezrobocia wyniosła 18,3 proc. Analitycy szacują, że w tym roku może ona przekroczyć poziom 19 proc.
Największe zwolnienia w lutym przeprowadziły hiszpańskie firmy z sektora usług i branży budowlanej, co także jest skutkiem kryzysu - w trudnych czasach Hiszpanie rzadziej robią zakupy, nie odwiedzają też tak często barów i
restauracji. Z kolei trudności na rynku budowlanym są główną przyczyną, dla której kryzys w Hiszpanii jest poważniejszy niż w innych krajach.
- Rynek
pracy w dalszym ciągu przystosowuje się do nowych warunków. Na szczęście stopa bezrobocia rośnie znacznie wolniej niż w ubiegłym roku, gdy liczba osób bez pracy zwiększyła się o ponad 50 proc. - skomentował szef departamentu zatrudnienia w hiszpańskim resorcie pracy Maravillas Rojo.
Ekonomiści są jednak sceptyczni.
- Te dane są znacznie gorsze od oczekiwań. Pokazują jednak, że w Hiszpanii wystąpił efekt sezonowy, co oznacza więcej zlikwidowanych miejsc pracy na początku roku niż wiosną i latem - komentuje ekonomista Angel Laborda z banku FUNCAS.
W poniedziałek hiszpański rząd zaprezentował plan mający stworzyć 350 tys. nowych miejsc pracy w sektorze budowlanym. Rząd zaproponował obcięcie podatków na remonty domów i prace naprawcze, licząc, że firmy budowlane będą miały dzięki temu więcej zamówień i w efekcie będą zatrudniały więcej pracowników.