Grecki rząd ma przed sobą ambitne zadanie, aby radykalnie zmniejszyć deficyt sektora finansów publicznych, który w ubiegłym roku wyniósł aż 12,7 proc.
PKB.
Grecja, od której zależy stabilność
strefy euro, zobowiązała się, że w tym roku deficyt skurczy się do 8,7 proc., a do 2012 r. spadnie poniżej 3 proc. PKB, czyli dozwolonego przez Unię limitu. Aby tego dokonać, grecki rząd zamierza wprowadzić cięcia budżetowe, obniżyć
pensje w sferze budżetowej i podnieść niektóre podatki.
Na działalność Grecji z uwagą patrzy Unia Europejska - Grecja ma czas do 16 marca, by przekonać ją, że jest w stanie osiągnąć założone cele. Wydaje się jednak, że UE nie ma pełnego zaufania do Grecji. W poniedziałek Olli Rehn, unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych, wezwał rząd do dalszego zaciskania pasa.
- Proszę greckie władze o ogłoszenie nowych środków w najbliższych dniach - powiedział. Perspektywa kolejnych cięć nie spodobała się greckim związkowcom. - Unia Europejska i rząd muszą zrozumieć, że będziemy wychodzić na ulicę, dopóki nie zostaną porzucone niesprawiedliwe i antysocjalne pomysły, które najbardziej gnębią biednych i nie rozwiązują problemów naszej gospodarki - powiedział Illias Vrettakos, wiceprezydent związku zawodowego ADEDY, który razem ze swoim siostrzanym związkiem GSEE reprezentuje ponad 2,5 mln ludzi, czyli połowę greckiej siły roboczej.
Planowany za dwa tygodnie protest będzie kolejnym strajkiem generalnym w Grecji. Poprzedni odbył się pod koniec lutego - nie działały wówczas szkoły, lotniska, urzędy, transport publiczny, nie ukazywały się gazety, a szpitale przyjmowały tylko pacjentów z zagrożeniem życia.