Resort finansów na razie postawił na swoim mimo gromkich protestów
szkół językowych. Przyjęty wczoraj przez rząd projekt ustawy o VAT przyprawia je od pół roku o
ból głowy. Przy okazji technicznych zmian w tzw. klasyfikacji towarów i usług zmieniona zostanie stawka VAT na
kursy językowe. Dotychczas były z VAT zwolnione, po 1 stycznia 2011 r. będą obłożone 22-proc. VAT. Resort finansów poszedł na ustępstwa - zwolnione z VAT będą szkoły, które uzyskają akredytację kuratorium oświaty. Ale
szkoły językowe uważają, że to nie rozwiązuje problemu. -Akredytacją objęte jest tylko kilkadziesiąt z tysięcy szkół językowych w Polsce. Nie ma raczej szans, aby kuratoria oświaty dały radę przeprowadzić w przyszłym roku akredytację nawet części placówek. Akredytacja trwa minimum dwa miesiące dla jednego podmiotu, każde kuratorium przeprowadzało rocznie najwyżej kilka akredytacji. W kuratorium plany ministerstwa wzbudziły wielkie przerażenie - opowiada Marek Łoś, właściciel sieci szkół językowych Moose.
Jego zdaniem w mniejszych miastach, gdzie nie ma wydziałów filologicznych i odpowiednio wykwalifikowanych lektorów, żadna
szkoła nie będzie mogła dostać akredytacji, ponieważ nie spełni wymogów. - 10 proc. najbogatszych szkół językowych w Polsce w dużych miastach załapie się na zwolnienie na część kursów, a pozostała część zostanie obłożona podatkiem VAT - przewiduje Łoś.
Resort finansów tłumaczy, że ustawa dostosowuje nasze prawo do unijnego. Unijna dyrektywa o VAT mówi, że usługi edukacyjne mogą być z tego podatku zwolnione, o ile mają związek z publicznym systemem oświaty. Ale to od każdego kraju zależy, jak definiuje publiczny system oświaty. W dodatku Komisja Europejska wcale nie domagała się od Polski zmian w opodatkowaniu kursów. Żąda za to podwyżki z 7 do 22 proc. VAT na ubranka i buciki dla niemowląt - polska stawka jest ewidentnie niezgodna z unijną dyrektywą, ale resort do zmian wcale się nie kwapi.
Rządowy projekt trafi teraz do Sejmu.