Po wejściu w życie Traktatu z Lizbony teraz priorytetem dla Unii Europejskiej ma być wdrożenie nowej strategii gospodarczej na najbliższą dekadę, do roku 2020, a wraz nią ożywienie gospodarcze UE po kryzysie gospodarczo-finansowym.
Celem programu EU2020 jest "inteligentny, zielony i korzystny dla wszystkich obywateli rozwój", który ma być osiągnięty dzięki realizacji pięciu wymiernych celów, jakie zostaną przełożone na zobowiązania dla poszczególnych krajów.
Chodzi np. o wzrost zatrudnienia z 69 do 75 proc., obniżenie emisji dwutlenku węgla do poziomu o 20 proc. do poziomów z 1990 r., czy zmniejszenie zużycia energii. KE chce także bardziej uważnie monitorować postęp reform w krajach członkowskich, ale - jak zaznacza - nie ma mowy o sankcjach czy karach finansowych.
- Strategia 2020 mówi o tym, co mamy zrobić teraz na najbliższe 10 lat. Ale by osiągnąć cele za 10 lat musimy zacząć działać już teraz - powiedział przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Barroso, przedstawiając na konferencji prasowej założenia nowej strategii. Będą o nich dyskutować szefowie państw i rządów "27" na najbliższym szczycie UE 25-26 marca w Brukseli, zaś ostateczne przyjęcie strategii ma nastąpić na szczycie w czerwcu. To, że nie zostanie on jednogłośnie przyjęty jest pewne. Swoje obiekcje zgłaszają m.in. największe gospodarki Unii:
Niemcy,
Francja,
Wielka Brytania.
Ale zastrzeżenia ma również
Polska. - Polska z trudem odnajduje się w tej strategii, bo jest ona napisana pod kątem potrzeb starych krajów członkowskich - ocenia jeden z wysokich rangą urzędników pracujących w Komisji. W strategii niewiele miejsce poświęcono unijnej polityce spójności, czyli wyrównywaniu różnic między biednymi i bogatymi regionami w UE. Istnieje obawa, że założenia tej strategii wpłyną na dyskusję o kształcie nowego, unijnego budżetu po 2013 roku i będą podstawą do ograniczania wydatków na przykład na budowę autostrad. Polska, wraz z kilkoma nowymi krajami Unii, zapowiada więc walkę o zmianę zapisów.