Kiedy dostawcy energii na początku 2009 r. przedstawiali firmom nowe cenniki, przedsiębiorcy przecierali oczy ze zdumienia. - Gdy dostałem rachunek za styczeń, pomyślałem, że to pomyłka - opowiadał "Gazecie" krakowski
piekarz Janusz Halagarda. - Jesteśmy całkowicie bezbronni wobec monopolistycznych, bezzasadnych podwyżek - wtórował mu Jerzy Buława, prezes Fabryki Opakowań Kosmetycznych "Pollena".
Ceny prądu dla firm zostały uwolnione w styczniu 2008 r. Od razu przyszła pierwsza fala podwyżek - średnio o 30 proc. Przemysł przełknął ją bez szemrania. Ale w 2009 r. ceny znowu skoczyły o 30 proc. Na domiar złego podwyżki zbiegły się ze spowolnieniem gospodarczym. W proteście przeciw nowym cenom pracownicy Huty Stalowa Wola demonstrowali przed siedzibą dostawcy prądu w
Rzeszowie. - To nieszczęście, że ceny rosną w czasie kryzysu, ale one muszą rosnąć, bo energetyka potrzebuje pieniędzy na inwestycje. Bez tego za kilka lat w ogóle nie będzie prądu - tłumaczył "Gazecie" Grzegorz Górski, szef polskiej spółki francuskiego giganta GdF Suez, do której należy m.in. elektrownia Połaniec.
Przedsiębiorcy zaczęli się zastanawiać, czy rzeczywiście są bezbronni. Okazało się, że nie - wraz z uwolnieniem cen dostali do ręki potężną broń. Nie muszą być przypisani do swych regionalnych dostawców, mogą ich zmieniać. W 2008 r. zrobiło to zaledwie 85 firm. W 2009 - aż 1599. Wśród nich potentaci tacy jak: TP SA, PKO BP, PKN Orlen, Tesco, Anwil czy Orbis.
Ale z uroków liberalizacji mogą też korzystać mali przedsiębiorcy. Czasami wystarczy zwykła groźba zmiany dostawcy. Tak jak w przypadku Kazimierza Czekaja,
piekarza z Krakowa, wiosną 2009 r. Gdy jego dotychczasowy dostawca - państwowy Enion - "zaproponował" mu podwyżkę, Czekaj sprawdził ceny konkurencji. Z tańszą ofertą w ręku poszedł do Enionu. - Kiedy usłyszeli, że chcę zrezygnować z ich usług, natychmiast zeszli z ceny - opowiada.
Kiedy pod wpływem spowolnienia gospodarczego spadł popyt na prąd w przemyśle, sprzedawcy energii zaczęli wreszcie obniżać ceny.
- Czujemy satysfakcję, chociaż trzeba pamiętać, że dostawcę zmienił wciąż niewielki odsetek odbiorców - mówi "Gazecie" Halina Bownik-Trymucha, dyrektorka departamentu promowania konkurencji Urzędu Regulacji Energetyki. - Ale tendencja jest pozytywna, zmiana dostawcy jest możliwa i procedura działa. Możliwości rozwoju rynku są ogromne.
Najwięcej nowych klientów przyciągnął szwedzki Vattenfall. - Mamy ponad 600 - cieszy się Grzegorz Lot, szef marketingu spółki. Drugie miejsce zajmuje państwowa Energa z Gdańska. Nakłoniła do przejścia 400 firm. - Nie chodzi tylko o ceny, tłumaczymy też firmom, jak mogą zaoszczędzić, zmniejszając zużycie energii - mówi Ireneusz Kulka, szef działu sprzedaży Energi. Jego firma wygrała m.in.
przetarg na dostawę prądu do TP SA. Telekomunikacyjny gigant płaci za energię 130 mln zł rocznie, po zmianie dostawcy zaoszczędzi kilkanaście procent. 200 nowych klientów zdobyła także polska spółka niemieckiego RWE.
A ilu klientów firmy energetyczne straciły? Do tego żadna nie chce się przyznać. Nie chcą też powiedzieć, komu podbierają klientów. Nieoficjalnie wskazują na największą, ale i najmniej aktywną państwową Polską Grupę Energetyczną. Nie udało nam się dowiedzieć, ilu klientów pozyskała, a ilu straciła.
Jak będzie wyglądał 2010 r.? - Myślę, że w tym roku dostawcę zmieni 5 tys. firm - przewiduje Kulka. Wiele zależy jednak od decyzji resortu skarbu, który może mocno ograniczyć klientom wybór. W tym roku mają być sprywatyzowane poznańska Enea, gdańska Energa oraz elektrownia Pątnów - Adamów - Konin. Nie wiadomo jednak, czy
prywatyzacja nie będzie wyglądać tak, że jeden państwowy potentat kupi drugiego. Enea nie ukrywa, że chce kupić PAK, a PGE myśli o kupnie Energi. - Dla rozwoju konkurencji dalsza konsolidacja jest niepożądana. Żadna firma nie powinna mieć pozycji istotnie dominującej z punktu widzenia możliwości wykorzystywania siły rynkowej - podkreśla dyr. Bownik-Trymucha z URE.
Liberalizację i uwolnienie cen czeka także w przyszłości gospodarstwa domowe. Na razie cenniki zatwierdza URE. To jednak mniej przyciągający rynek - to firmy zużywają 75 proc. prądu w Polsce.