Marta Kruszewska, żona poznańskiego biznesmena, mówi żartem do rocznego synka: - Franku, jesteś synem śmieciarza!
W kultowej amerykańskiej kreskówce Homer Simpson zabiera
dzieci na wzgórze, by podziwiać relaksujący widok płonących na wysypisku opon. Dziś biedny Homer musiałby znaleźć sobie inną uciechę. Bo jeśli ktoś pali w Stanach
opony, to raczej w spalarni albo - coraz częściej - w ekologicznym zakładzie pirolizy, gdzie z odpadów odzyskuje się: olej, smołę, koks, stal, grafit i gaz. A potem to sprzedaje.
W Polsce takich zakładów jeszcze nie ma. Jeden z pierwszych chce wybudować Kacper Kruszewski z Poznania, zwycięzca w kategorii biznesowej w konkursie "Wygramy razem z Euro" zorganizowanym przez Accreo Taxand, "Gazetę" i portal Wyborcza.biz.
W nagrodę otrzymał pełne i darmowe wsparcie doradców w staraniach o unijną dotację na kwotę 20 mln zł. Kruszewski ma 29 lat, jest prezesem firmy Recyclinic z Poznania, rocznie odbiera i przetwarza 60 tys. ton odpadów przemysłowych.
Zaczęło się u Niemca Kacper Kruszewski miał zostać informatykiem. Już jako nastolatek dorabiał w firmie rodziców - informatyka i architektki - gdzie tworzył programy komputerowe. W 2000 roku dostał się na Politechnikę Gdańską. Na trzecim roku razem z kolegami założył firmę Netcetera. I wszystko szło jak z płatka: firma prosperowała, Kruszewski (sternik z zamiłowania) opływał dookoła Bałtyk i nawet nie myślał, że mógłby się z rodzinnego Gdańska wyprowadzić.
Aż zadzwonił ojciec, wówczas szef kontrolingu w firmie Buhck Recycling w
Poznaniu: - Słuchaj, potrzebuję twojej pomocy. A tak w ogóle, to nie chciałabyś spróbować w życiu czegoś nowego?
Tym nowym była praca dla Buhck Gruppe, niemieckiej korporacji zajmującej się recyklingiem. W 1999 r. utworzyła ona spółkę-córkę w Poznaniu. Zajmowała się tu rozbiórkami obiektów, oczyszczaniem gruntów z zanieczyszczeń, ale przede wszystkim obsługą przedsiębiorstw, selektywną zbiórką odpadów i ich zagospodarowywaniem.
Namówiony przez ojca Kacper Kruszewski zatrudnił się w dziale kontrolingu. Sprawdzał, gdzie firma ponosi największe straty, a gdzie zyski.
W ten sposób poznał firmę od podszewki.
Dwa lata temu
Niemcy ogłosili, że wycofują się z Poznania i chcą sprzedać swoje udziały. - Pojawili się kupcy, którzy chcieli przejąć zakład i prawdopodobnie zwolnić ludzi. W firmie pracowało wtedy pięćdziesiąt osób. Zżyliśmy się ze sobą. Pewne było, że po sprzedaży ojciec i ja również stracimy pracę. Zrobiliśmy rodzinną naradę. Postanowiliśmy, że wyciągniemy oszczędności, weźmiemy kredyt i złożymy Niemcom ofertę - opowiada biznesmen.
Kruszewski negocjował w Hamburgu osobiście. Miał wtedy 27 lat. Wziął ze sobą prawnika, dzwonił do ojca kilka razy. Właścicielami Buhck Gruppe są bracia Henner i Thomas Buhck. Firma jest w rękach rodziny od czterech pokoleń. Powstała w 1899, a założył ją Richard Buhck, właściciel konnych przewozów.
To, że Buhck Gruppe była firmą rodzinną, okazało się kluczowe. - Nie sądzę, żebyśmy zaproponowali najlepszą ofertę cenową - przyznaje Kruszewski. - Niemcy chcieli oddać firmę w dobre ręce. I zostawić po sobie dobre wspomnienie.
Po sfinalizowaniu transakcji rodzina Buhck wydała oświadczenie: "Jesteśmy bardzo zadowoleni, że rodzina Kruszewski chce kontynuować tradycję rodzinnej firmy".
Tak powstał Recyclinic. Dziś pracuje tu prawie sto osób, w tym pięcioro Kruszewskich.
Czarny rok W 2009 r. uderzył pech. Dwa razy. Najpierw, w lecie, Kruszewskim zepsuła się prasa do odpadów. Nie udało się jej naprawić i trzeba było kupić nową. Nowej
maszyny nie kupuje się w jeden dzień, więc na placu składowym urosła góra nieprzetworzonych odpadów. To spowodowało lawinę kontroli z urzędów. Niektóre z kontroli trwają do dziś. Żadna nie wykazała istotnych uchybień, ale Kruszewscy, zamiast skoncentrować się na interesach, muszą koncentrować się na wizytach urzędników.
W grudniu w firmie spłonęła sortownia. - Z daleka widać było nad zakładem ogromny słup dymu. Przez chwilę pomyślałem, że to koniec. Ale mam jednak taki charakter, że łatwo się nie poddaję - opowiada biznesmen. - Pomogła nam załoga. W czasie pożaru - w mroźną noc - przychodzili i pytali, jak pomóc. Po pożarze w ciągu kilku dni uruchomiliśmy produkcję w naszym drugim zakładzie w Kuślinie, szybko uprzątnęliśmy pogorzelisko i pewnie wielu klientów do dziś nawet nie wie, że Kruszewscy się palili.
Drzwi do gabinetu prezesa stoją otworem. Obok jest biuro (bez ścian). Przy komputerach pracownicy zarządzają flotą ciężarówek i monitorują stan zapełnienia kontenerów klientów (Kruszewscy sami wymyślili do tego program komputerowy). - W pracy nigdy nie zjawiam się przed dziewiątą, jestem nocnym markiem, zdarza mi się wysłać do klienta mejla o czwartej nad ranem - opowiada prezes. Jak dogaduję się z ojcem? - Mamy silne osobowości i jesteśmy... dość bezpośredni. Czasami dochodzi między nami do ostrych starć. Nasi biedni pracownicy nie wiedzą wtedy, gdzie się podziać. Na szczęście mamy też poczucie humoru i wszystko przy rodzinnym obiedzie obracamy w żart - mówi Kacper Kruszewski.
Recyclinic specjalizuje się w utylizacji śmieci z dużych przedsiębiorstw. Ma kontrakty m.in. z poznańską Nivea Beiersdorf, Wrigley Poland, Imperial Tabaco. Rocznie odbiera ok. 60 tys. ton odpadów. Do odzysku nadaje się ok. 80 proc. - Reszta trafia na wysypisko śmieci, ale część tych odpadów można przerobić na paliwo alternatywne. Do tego jednak potrzebna jest aparatura do pirolizy. Właśnie chcemy ją kupić - mówi Kruszewski. I ma nadzieję, że zakup dofinansuje Unia.
Piroliza to innowacyjna metoda radzenia sobie ze śmieciami: oznacza rozkład termiczny substancji w temperaturze 450-800 stopni Celsjusza bez kontaktu z tlenem. W zakładach pirolitycznych utylizuje się się m.in. butelki PET i opony. Odzyskuje się też z nich stal (z odrutowania opon), olej lub gaz, który można wykorzystać do zasilania instalacji. - W ten sposób aparatura sama się napędza, to niemal perpetuum mobile - mówi Kruszewski.