Biznes Ludzie Pieniądze

Anglia nawet w kryzysie lepsza od Polski

Nina Hałabuz, Sylwia Śmigiel
05.03.2010 , aktualizacja: 05.03.2010 12:31
A A A Drukuj
Wielka Brytania wyczołguje się z recesji, bezrobocie jest najwyższe od 12 lat. Polska święci gospodarcze triumfy - jesteśmy jedynym krajem Unii, który w ubiegłym roku się rozwijał. Mimo to naszym rodakom z powrotem do kraju się nie spieszy. - Do czego mamy wracać? - pytają.
ZOBACZ TAKŻE
- Do czego mam wracać? Do kraju, gdzie normalne pieniądze zarabiają tylko dyrektorzy, a zwykli pracownicy ledwo wiążą koniec z końcem? - pyta Artur, 29-latek z Rzeszowa, który do Anglii wyjechał trzy lata temu. Mieszka w Manchesterze i pracuje w sklepie odzieżowym. Nie uważa swojej pracy za specjalnie ambitną, ale zarabia tyle, by żyć na dobrym poziomie. I mieć poczucie bezpieczeństwa. - Polski urzędnik czy sprzedawca w sklepie cały czas żyje pod presją. Jak dziecko zniszczy buty i trzeba kupić nowe, to jest tragedia, bo nie ma pieniędzy. Wyjście do restauracji czy na piwo tylko od wielkiego dzwonu. Cały czas strach, że zabraknie do pierwszego - mówi.

Wielka Brytania przez półtora roku tkwiła w recesji. I wcale nie jest powiedziane, że z niej wyszła - w ostatnim kwartale 2009 r. PKB wzrósł o 0,1 proc., na granicy błędu statystycznego. Ekonomiści liczą, że pozytywne sygnały pojawią się w ciągu najbliższych miesięcy, chociaż na solidny wzrost gospodarczy trzeba będzie poczekać do 2011 r. Od 13 lat Anglia nie miała tak wysokiego bezrobocia - według danych Office of National Statistics, odpowiednika naszego GUS, bez pracy jest prawie 2,5 mln ludzi (kraj liczy 61,4 mln mieszkańców). Milion osób pracuje na część etatu, bo nie może znaleźć pracy w pełnym wymiarze godzin.

W październiku stopa bezrobocia w Wielkiej Brytanii według Eurostatu wyniosła 7,8 proc. W Polsce - 8,7 proc., natomiast w ocenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej była wyższa, sięgnęła 11 proc.

Polska święci gospodarcze triumfy. Byliśmy jedynym krajem UE, który w ubiegłym roku zanotował wzrost PKB. Jacek Rostowski został okrzyknięty najlepszym ministrem finansów w Europie, a Sławomir Skrzypek - jednym z największych speców od bankowości centralnej. Mimo to nasi rodacy, którzy w ciągu ostatnich pięciu lat wyemigrowali za chlebem na Wyspy, nie wracają masowo do kraju. Prof. Krystyna Iglicka, ekonomistka i demograf z Centrum Stosunków Międzynarodowych, szacuje, że spośród 700 tys. Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii wróciło zaledwie ok. 40 tys.

- Chociaż bezrobocie jak na brytyjskie standardy jest wysokie, pracę cały czas można znaleźć - tłumaczy Dariusz Zeller, redaktor naczelny polskiego tygodnika "Cooltura". Najlepiej radzą sobie ci najbardziej elastyczni, którzy nauczyli się języka i w razie potrzeby są gotowi szybko się przekwalifikować. - Trudniej jest takim, którzy pracowali w jednej branży, np. w budownictwie, i kurczowo się jej trzymają - mówi szef "Cooltury".

Jego zdaniem wielka fala powrotów, o której w 2008 r. trąbiły polskie media, to były pogłoski, a na apele polskiego rządu, który przed emigrantami roztaczał wizję wielkich możliwości, odpowiedziało niewielu. Ilu dokładnie? Tego nie sposób oszacować, ale według Zellera cały czas w Anglii jest kilkaset tysięcy naszych rodaków.

Wojciech Ostrowski ze Stowarzyszenia Polaków w Wielkiej Brytanii Poland Street wskazuje, że wynagrodzenia na Wyspach są wciąż o wiele wyższe niż w Polsce, zwłaszcza w przypadku zawodów niewymagających specjalnie wysokich kwalifikacji. Na dodatek Polacy w kryzysie radzą sobie lepiej niż wielu rodowitych Brytyjczyków. - Jesteśmy bardziej elastyczni, konkurencyjni, nie trzymamy się sztywnych stawek, a żeby utrzymać pracę, jesteśmy gotowi pójść pracodawcy na rękę - dodaje Ostrowski. Z badań, które Poland Street przeprowadził wśród mieszkających w Anglii Polaków, wynika, że 60 proc. z nich zamierza wrócić do kraju dopiero za dwa-trzy lata albo nawet później. Tylko 15 proc. planuje powrót w ciągu najbliższego roku.

- Trzy czwarte emigrantów podkreśla, że życie i praca za granicą dają im poczucie bezpieczeństwa - mówi Marta Gruszka z Centrum Doradztwa Strategicznego z Krakowa, które bada emigrację z Dolnego Śląska i Małopolski. Uważają, że za granicą żyje im się lepiej niż w Polsce. Nie kierują się statystykami. Ostrożnie podchodzą do świetlistych perspektyw kreślonych przez przedstawicieli Katowic, Szczecina, Krakowa czy Wrocławia, którzy jeszcze niedawno pielgrzymowali do Anglii i namawiali do powrotów. Ważniejsze jest to, co mówią rodzina i znajomi, którzy wrócili do kraju. A obraz, który oni rysują, wcale nie jest optymistyczny.

Wielu eksemigrantów, którzy do Polski wracali z entuzjazmem i wiarą, że podczas ich nieobecności w kraju dużo się zmieniło, zderza się z szarą rzeczywistością. Z niskimi pensjami, trudną sytuacją na rynku pracy, wysokimi cenami mieszkań i nieprzychylnymi urzędnikami. Mirek wrócił do Polski po trzech latach pracy w banku w Londynie. Miał szczęście, szybko znalazł pracę. - Wszystko niby OK. Pracuję w zawodzie, ale mam poczucie, że jestem jak piąte koło u wozu. W Anglii miałem dużą samodzielność. Tutaj za własną inicjatywę ludzie są karani. Sam raz dostałem po łapach. Więc siedzę cicho i tylko czuję, że marnuję czas - mówi.

Z analiz Centrum Doradztwa Strategicznego wynika, że aż trzy czwarte osób, które wróciły do Polski z pracy za granicą, planuje kolejny wyjazd. Co czwarta chce wyjechać jeszcze w tym roku. Dokąd? Część z powrotem do Anglii. Część do Skandynawii - przede wszystkim do Szwecji i Norwegii.

Polacy wracają z Islandii

W ubiegłym roku pogrążona w kryzysie gospodarczym Islandia odnotowała największą emigrację w historii. Z kraju liczącego 319 tys. mieszkańców wyjechało 10 612 osób. Wśród nich najwięcej było Polaków - do kraju wróciło ich ponad 2,8 tys. Zarazem najwięcej Polaków też do Islandii przyjechało - w sumie 1235 osób. Drugim najpopularniejszym kierunkiem dla wyjeżdżających z Islandii była Norwegia.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    40 głosów