Zdaniem Urzędu Komunikacji Elektronicznej TP SA nadużywa swojej pozycji, a cierpią abonenci. Chodzi o tzw. wymianę ruchu IP. Telekomunikacja
Polska posiada największą sieć umożliwiającą dostęp do globalnego internetu, obsługuje też największą liczbę internautów w Polsce. To oznacza, że wszyscy inni dostawcy internetu muszą się do sieci TP podłączyć - zarówno po to, by ich klienci mogli komunikować się z klientami największego gracza, jak i po to, by mieli oni możliwość dotarcia do światowych zasobów internetu. Zdaniem UKE takie podłączenie jest trzy-cztery razy droższe od cen, jakie wynikałyby z kosztów. Dlatego operatorzy alternatywni wybierają często możliwość podłączenia się do tzw. punktów wymiany ruchu. Jednak wtedy ich połączenie płynie np. przez
USA, co może źle wpływać na jakość takich usług jak choćby wideorozmowa.
Urząd chciał otrzymać możliwość wpływania na TP, by obniżyła ceny wymiany ruchu IP. Wymagało to jednak zgody Komisji Europejskiej. Ta zażądała w piątek wycofania się Polski z planów regulowania rynku.
Zdaniem KE polski regulator nie udowodnił, że na rynku nie ma odpowiedniej konkurencji.
- KE w pełni podziela dążenie polskiego organu regulacyjnego do zapewnienia regulacji na rynkach, jednak w tym konkretnym przypadku regulacja nie jest potrzebna - przekonuje unijna komisarz ds. komunikacji Neelie Kroes.
UKE już kilka dni temu podkreślał, że Komisja nie zna wszystkich faktów. Winne temu było m.in... złe tłumaczenie decyzji Urzędu przesłane do Brukseli. Dokonał go tłumacz Komisji Europejskiej, ale zdaniem Streżyńskiej jest ono wykonane skandalicznie.
- Pojawiają się tam błędy merytoryczne i pomyłki językowe w tłumaczeniu podstawowych pojęć telekomunikacyjnych, co sprawia, że dokument jest nieczytelny i wprowadza w błąd - zaznacza prezes UKE.
Przykład? W jednym z akapitów zabrakło przeczenia zawartego w oryginale, co wypaczyło znaczenie akapitu, a w ponad 20 przypadkach niewłaściwie przetłumaczono istotne zwroty dotyczące rynku telekomunikacyjnego (np. "opłaty interkonektowe" zamieniono na "international charge" - opłata międzynarodowa)".
- O niechlujności tłumaczenia świadczy to, że pojawił się w nim cały fragment dotyczący decyzji z 2008 r. wydanej dla firmy P4, włącznie z podaniem nazwy operatora sieci Play, mimo że nie było tego w oryginale, a pismo w żaden sposób nie dotyczy P4 - dziwi się Streżyńska.
Dodaje, że UKE będzie się od decyzji KE odwoływać.
Co o całej sprawie sądzi TP?
- TP gwarantuje wyższą niezawodność świadczenia usług niż sieci operatorów zagranicznych. Wiąże się to jednak z większymi kosztami świadczenia usług, a tym samym i wyższymi opłatami. Niemniej ceny TP na usługi przesyłu ruchu internetowego systematycznie spadają mimo braku regulacji - podkreśla Wojciech Jabczyński, rzecznik Grupy TP.