Czytaj:
Bild: Niech Grecja sprzeda wyspy i Akropol! Wszyscy wiedzą, że
Grecja musi upaść, ale na pewno nie stanie się to teraz. Tamtejszy dług wynosi obecnie 120 proc.
PKB, a ukryty dług emerytalny jest jeszcze większy. Nie ma możliwości przeprowadzenia głębokich reform, które zmniejszyłby ten dług choćby o połowę, bo w tym kraju podnosi się krzyk przy likwidacji czternastej pensji czy obcięciu jakiegoś bonusika.
Ale przez rok albo dwa Grecy nie upadną, bo to nie leży w interesie ani Niemców, ani Francji. Banki obu tych krajów mają zbyt wiele greckich aktywów. Pogróżki Rainera Brüderlego, niemieckiego ministra finansów, który przestrzega, że nie da Grecji ani centa, nie mają więc większego znaczenia. Brüderle mówi raczej do niemieckich wyborców niż do greckich polityków. Bankructwo Grecji jest dla Niemców w tym momencie po prostu nieopłacalne. Jeśli trzeba będzie, rząd Angeli Merkel kupi odpowiednią ilość obligacji lub w inny sposób pożyczy Grekom pieniądze.
Czytaj:
Niemiecki minister: Nie damy Grecji ani centa Sytuacja może się natomiast zmienić za 2-3 lata, kiedy niemieckie banki się już otrząsną ze skutków kryzysu. Wtedy trzeba będzie pozwolić rynkowi działać. A to znaczy, że trzeba będzie pozwolić na
bankructwo Grecji.
Co to będzie oznaczać? Po pierwsze, może się zmienić status Grecji w UE. Nikt raczej nie będzie chciał jej wyrzucić z unii walutowej. Można natomiast zredukować jej udział do "statusu kraju stowarzyszonego ze strefą euro". Gracja nadal miałaby europejską walutę, ale nie miałaby np. własnego szefa w eurogrupie i innych przywilejów.
Sami Grecy zaś będą musieli zwiększyć swoją konkurencyjność. Nie mają własnej waluty, więc na tym polu nie mogą nic zdziałać. Mogą natomiast obniżyć ceny w turystyce, tak żeby przyciągnąć do siebie klientów.
Poza tym bankructwo Grecji przestraszy inne kraje, takie jak
Hiszpania, i być może zachęci je do przeprowadzenia reform.
Trzeba jednak pamiętać, że Grecja nie upadnie wtedy, kiedy nie będzie już miała pieniędzy, ale wtedy, kiedy będzie się jej to opłacać politycznie. Bankrutujące kraje zwykle mają pieniądze, ale chcą uniknąć zamieszek. Jeśli rząd będzie miał wybór: ogłosić bankructwo i dogadać się z wierzycielami albo uciekać z kraju, na pewno wybierze to pierwsze rozwiązanie.
Czytaj także:
A jeśli Stany przestaną być wypłacalne? Co się dzieje, kiedy kraj bankrutuje? Krzysztof Rybiński, prof. Szkoły Głównej Handlowej
Notował: mib