W ub. roku na rencie z powodu niezdolności do pracy było tylko 1,2 mln Polaków. To najmniej od początku transformacji ustrojowej! Dla przykładu - w rekordowym 1998 r. mieliśmy aż 2,7 mln rencistów.
Prof. Danuta Koradecka z Centralnego Instytutu Ochrony Pracy z Warszawy nie ma wątpliwości - dostać dziś rentę jest trudno.
Kielce. Pan Stanisław, 52-latek, ma ciężką cukrzycę. Niegojące się rany na stopach. ZUS? Może pracować.
Łódź. Pani Justyna ma wirusowe zapalenie wątroby, zapalenie nerek, guzowatego naczyniaka twarzy, anemię, depresję, padaczkę... Decyzja ZUS? Zdolna do pracy.
Na forach internetowych wrze. Jeden z wpisów na Gazeta.pl: „ZUS jest cudotwórcą! Moja babcia po dwóch zawałach, zwalczonym nowotworze w maju po udarze mózgu poszła złożyć wniosek o rentę i wiecie, co powiedzieli? » Pani jest zdrowa, proszę poszukać sobie pracy «”.
Przemysław Przybylski, rzecznik ZUS, każdy przypadek odmowy przyznania renty tłumaczy krótko: - Nie badamy, czy ktoś jest zdrowy, czy chory, ale czy choroba uniemożliwia mu wykonywanie jakiejkolwiek pracy. Np. górnik, który ma pylicę płuc, choć nie może pracować pod ziemią, może sprzedawać gazety w kiosku. I renty nie dostanie.
Ci, którzy nie zgadzają się z decyzją Zakładu, mogą iść do sądu. Zrobiło tak w ubiegłym roku 30 tys. osób. W 19 tys. przypadków sądy (I instancji) przyznały rację ZUS.
Zaostrzenie kryteriów przy przyznawaniu rent opłaca się państwu. W ubiegłym roku na wypłatę tych świadczeń szło 18 mld zł. O ponad sześć mniej niż dziewięć lat temu.
Wiktor Wojciechowski, ekonomista fundacji FOR, twierdzi, że Polakom trudno zrozumieć odmowy ZUS. Przez lata przyzwyczailiśmy, że rentę zdobywa się niezwykle łatwo. Liczba rencistów była szczególnie wysoka w latach 90., kiedy politycy, chcąc ograniczyć lawinowo rosnące bezrobocie, pozwalali pracownikom odchodzić na wczesną emeryturę lub właśnie na rentę.
Błyskawicznie wyrosło całe podziemie rentowe. Pośrednicy załatwiali dokumentację medyczną, dojścia do lekarzy decydujących o ich przyznaniu.
Sytuację zmieniła ustawa z 1997 zaostrzająca kryteria. I tak jeżeli w latach 90. na rentę odchodziło co roku ok. 300 tys osób, w ostatnich pięciu latach było to już poniżej 60 tys. Na dodatek coraz częściej rentę przyznaje się tylko na określony czas, np. na dwa lata. Po tym okresie chory musi ponownie stawić się na badania. Spośród osób, którym w ostatnich dwóch latach przyznano rentę, tylko co dziesiąta dostawała ją bezterminowo.
Czarny rynek rent nadal jednak kwitnie. W lutym do I oddziału ZUS w
Warszawie wkroczył potężny mężczyzna. Dwa metry wzrostu, grubo ponad sto kilo wagi. Wyglądał jak okaz zdrowia.
Zapewniał, że ma chore oczy. Lekarz orzecznik ZUS: - Nie wydaje mi się, przecież nawet okularów pan nie nosi. Mężczyzna wyciągnął teczkę z ekspertyzami potwierdzającymi, że ledwie widzi. Następnie opowiadał, że ma chore nogi.
Lekarz: - Ale przecież pan normalnie chodzi. Mężczyzna pokazuje kolejną teczkę, a tam jest napisane, że właściwie powinien resztę życia spędzić w pozycji leżącej. W sumie teczek miał... siedem. Szwankowały mu jeszcze: słuch, kręgosłup, serce, biodro i ręce. Rentę dostał. ZUS tłumaczy, że miał za mało czasu, aby ekspertyzy podważyć. Dlatego wezwie mężczyznę na badania jeszcze raz - za kilka miesięcy.
Takich przypadków jest mnóstwo.
Policja wykrywa z nich tylko drobną część. I tak w październiku ubiegłego roku sąd w Gorzowie skazał siedmiu lekarzy za fabrykowanie lewej dokumentacji medycznej. Załatwili renty ponad stu osobom. Dostali od roku do pięciu lat w zawieszeniu. Prokuratura w sumie oskarżyła w tej sprawie aż 130 osób, w tym 14 lekarzy, a wśród nich pięciu orzeczników ZUS.
Zaostrzenie kryteriów przez ZUS to jedno. Liczba rencistów może się jeszcze zmniejszyć. W planie konsolidacji o rozwoju, który ujawnił niedawno premier, koalicja PO-PSL chce uzależnić wysokość renty od naszych składek (teraz składki nie mają znaczenia, do rent dopłaca
budżet państwa). A to oznacza obniżkę świadczeń - nawet o kilkadziesiąt procent. Dziś średnia renta to 1208,54 zł.
Na osłodę renciści mają mieć prawo do dorabiania. Obecnie, jeżeli przekroczą określony limit, renta jest zmniejszana lub zawieszana.
Reforma nie podoba się jednak prezydentowi, który już raz - pod koniec 2008 r. - podobną ustawę zawetował.