- Nie planujemy instytucji, która konkurowałaby z
MFW, ale gwarantującej wewnętrzną stabilność
strefy euro - powiedział gazecie Welt am Sonntag niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble. - Nie możemy pozwolić aby nasza wspólna waluta stała się zabawką dla międzynarodowych spekulantów. Powinniśmy spokojnie przedyskutować konsekwencje greckiego kryzysu i nie powinniśmy niczego wykluczać, nawet powołania Europejskiego Funduszu Walutowego - dodał. Przyznał też, że kraje strefy euro wolałyby rozwiązać problemy Grecji bez wsparcia Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Grecy zmagają się z kryzysem zaufania spowodowanym gigantycznym, sięgającym 300 mld euro zadłużeniem. W 2009 r. deficyt sektora finansów publicznych sięgnął w Grecji 12,7 proc.
PKB. Rząd w Atenach, by odzyskać wiarygodność rynków finansowych, był zmuszony wprowadzić drastyczne oszczędności m.in. cięcia pensji pracowników sektora publicznego czy podwyżki podatków. Kolejne działania grecki rząd ogłosił w środę, a parlament przyjął je w piątek. W sumie mają przynieść 4,8 mld euro oszczędności.
Tak drastyczne zaciskanie pasa wzbudza coraz większy sprzeciw Greków. W piątek przed parlamentem demonstrowało około 7 tys. osób. Doszło do strać z policją.
Tymczasem grecki premier George Papandreou zabiega teraz o poparcie ze strony innych krajów. W piątek spotkał się w sprawie kryzysu w swoim kraju z niemiecką kanclerz Angelą Merkel. -
Niemcy mogą wyrazić swoją solidarność - powiedziała Merkel. Ale nie ma mowy o pomocy finansowej.
W niedzielę Papandreou spotyka się z francuskim prezydentem Nicolasem Sarkozym. W sobotę francuski prezydent mówił: - Jeśli stworzyliśmy euro, to nie możemy pozwolić na upadek kraju, który jest w strefie euro. Inaczej nie miałoby sensu stworzenie euro.
We wtorek Papandreou jedzie do
USA. Ma rozmawiać z prezydentem Barackiem Obamą.