Biznes Ludzie Pieniądze

Z General Motors odchodzi legendarny menedżer Bob Lutz

Andrzej Kublik
09.03.2010 , aktualizacja: 07.03.2010 21:00
A A A Drukuj
Z General Motors odchodzi wiceprezes Bob Lutz. Ojciec Dodge'a Vipera i Chevroleta Corvette ZR1. Ostatni menedżer GM, który znał od podszewki branżę motoryzacyjną
Bob Lutz na 80. targach motoryzacyjnych w Genewie, 2 marca 2010.
Reuters
Bob Lutz na 80. targach motoryzacyjnych w Genewie, 2 marca 2010.
Kiedy w zeszłym roku administracja Baracka Obamy nakazała koncernom samochodowym produkować auta, które palą mało paliwa, Bob Lutz stwierdził: - To tak, jakby zwalczać otyłość, nakazując zakładom tekstylnym, by szyły tylko ciasne ubrania.

Nie krył dystansu do haseł walki z globalnym ociepleniem. - To jedna wielka sterta g... - powiedział w zeszłym roku na targach samochodowych w Detroit o "problemie klimatycznym". Ale jednocześnie z autentyczną pasją menedżer szykował produkcję Chevroleta Volt - pierwszego auta GM o napędzie elektrycznym, które za kilka miesięcy pojawi się w salonach sprzedaży w USA i ma symbolizować początek "zielonej ery" w GM.

Taką nowinką motoryzacyjną Lutz zajmował się w wieku, w którym większość jego kolegów po fachu rozkoszuje się emeryturą. Bo menedżer ma już 78 lat. Nie darmo Lutz zyskał sobie przydomek "Maksimum Bob".

- W GM jest za mało menedżerów, którzy kochają samochody i chcą nie tylko zarabiać pieniądze, ale także robić wspaniałe auta - żalił mi się kiedyś amerykański dziennikarz. W Stanach nikt nie miał jednak wątpliwości, że auta były wielką miłością Lutza.

W młodości był pilotem marines i z tamtych czasów pozostała mu namiętność do cygar, kolekcjonowania samolotów myśliwskich i zasiadania za sterami samolotów. Czasem kończyło się to wpadką, bo kiedyś Lutz roztrzaskał śmigłowiec na lotnisku w Michigan.

W koncernach samochodowych przepracował niemal pół wieku. Karierę rozpoczął w GM w 1963 roku. W 1971 odszedł do BMW, później pracował w Fordzie i Chryslerze.

Dla wielu kierowców Lutz będzie przede wszystkim ojcem najsłynniejszych w ostatnich latach amerykańskich sportowych samochodów. Pracując w Chryslerze, doprowadził do produkcji Dodge'a Vipera. To zaprezentowane w 1992 r. auto miało silnik o mocy 400 KM umożliwiający jazdę z prędkością do 290 km/h.

Zamiast przejść na zieloną trawkę, w 2002 r. wrócił do GM. I przez ostatnie dziewięć lat zajmował się przygotowaniem dla GM nowych samochodów, które odciągną kierowców od salonów konkurentów z Azji. Patronował tam m.in. produkcji Chevroleta Corvette ZR1 napędzanego silnikiem o mocy 638 KM, który pozwala to auto rozpędzić "do setki" w 3,4 s i pojechać z prędkością maksymalnie 330 km/h.

Tę robotę miał zakończyć w zeszłym roku, ale wtedy GM znalazł się na krawędzi bankructwa i został uratowany za pieniądze podatników. Ówczesny prezes GM Fritz Henderson przekonał Lutza, by zrezygnował z emerytury, dopóki koncern nie przejdzie przez burzliwy czas sanacji.

Pod koniec zeszłego roku Hendersona jednak zwolniono. Jego miejsce zajął Ed Whitacre, były prezes telekomunikacyjnego giganta AT&T, którego na posadę w GM nominował Biały Dom. Lutz został odstawiony na boczny tor. Objął stanowisko "specjalnego doradcy" szefa GM, co oznaczało tyle, że nie miał nic do roboty. Nic dziwnego, że od 1 maja przechodzi wreszcie na emeryturę.

- Odchodzę ze spokojem, bo swoją robotę zrobiłem - napisał Lutz dziennikarzom agencji AP. Faktycznie, rękę Lutza czuć będzie we wszystkich nowych autach GM, które przez najbliższe dwa, trzy lata pojawią się w salonach koncernu.

Bob Lutz opuszcza GM jako ostatni ze starej gwardii kluczowych menedżerów, którzy przetrwali bankructwo koncernu i jego nacjonalizację przez administrację Baracka Obamy. Od marca stanowisko wiceprezesa GM stracił już 59-letni John Smith. Wraz z Lutzem był on głównym przeciwnikiem sprzedaży Opla konsorcjum z udziałem Rosjan, które popierali niemieccy politycy. Miejsce Smitha zajął Stephen Girsky, były analityk banku inwestycyjnego Morgan Stanley, znany w czasach pracy na Wall Street jako żarliwy krytyk GM.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy