Nie milkną echa głośnej transakcji przejęcia za 19,5 mld dol. przez amerykański koncern spożywczy Kraft brytyjskiego producenta słodyczy Cadbury.
Choć firmy dogadały się 18 stycznia, na Wyspach Brytyjskich emocje towarzyszące przejęciu nie opadają. Anglicy mają za złe amerykanom, że ci mimo, że obiecywali nie zamykać mającego 280-letnią historię zakładu w Keynsham, już po transakcji zmienili zdanie.
- Stało się jasne, że niemożliwością jest powstrzymanie programu przeniesienia produkcji pomimo naszych wstępnych zapowiedzi - mówiła szefowa Krafta Irene Rosenfeld (Cadbury już od kilku lat planował przeniesienie produkcji do Polski, a Kraft obiecywał, że wycofa się z tych planów).
Jak informuje poniedziałkowy
Wall Street Journal brytyjska komisja ds. fuzji i przejęć chce sprawdzić, czy Kraft nie wprowadził w błąd pracowników i inwestorów Cadbury. Jacob Rees-Mogg, kandydat Partii Konserwatywnej z regionu, w którym działa fabryka, miał dostać odpowiedź od komisji na wcześniejsze zapytania dotyczące działań Krafta. Wynika z niej, że komisja rozważa postawienie zarzutów w sprawie.
Jak pisze WSJ, jeszcze w marcu przedstawiciel Krafta ma być wezwany do złożenia wyjaśnień przed komisją w brytyjskim parlamencie.
Sprawie smaczku dodaje fakt, że pełniący od grudnia funkcję szefa komisji ds. fuzji Peter Kiernan jako pracownik firmy Lazar Ltd. mógł doradzać wcześniej Kraftowi w sprawie transakcji z Cadbury.