- Jestem już pewien, że zostaniemy częścią globalnego projektu South Stream - stwierdził Milorad Dodik w ostatni piątek, kończąc trzydniową wizytę w Moskwie. Zapowiedział, że Bośnia wybuduje gazociąg o długości 480 km do Serbii, aby tam się podłączyć do rury Gazpromu. Tym gazociągiem Bośnia mogłaby sprowadzać 1,5 mld m sześc. gazu rocznie, czyli cztery razy więcej, niż zużywa rocznie. - Gazprom zażądał, abyśmy w ciągu kilku miesięcy przygotowali projekt opłacalności inwestycji i uzgodnili go z innymi państwami w regionie - dodał premier Bośni.
Plan budowy odnogi do South Stream w Serbii zakwestionowała jednak bośniacka firma gazowa BH-Gas. Jej szef Almir Becarevic uważa, że jest to projekt polityczny, który nie będzie rentowny, bo wzdłuż zapowiadanej przez premiera Dodika trasy gazociągu nie ma znaczących odbiorców gazu. - Nie zgadzamy się na dostawy gazu wyłącznie z Serbii i zamierzamy wybudować alternatywne trasy dostaw - powiedział Becarevic agencji Reuters.
BH-Gas opracowało już plan budowy 250 km łącznika do gazociągów w Chorwacji. Tę inwestycję zamierza finansować Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, który uznał, że jest to najbardziej rentowny projekt zwiększenia dostaw gazu do Bośni.
Chorwacja też chce dołączyć do budowy South Stream, ale Zagrzeb nie rozstrzygnął jeszcze, przez które z sąsiednich państw poprowadzić połączenie do rury Gazpromu.