Za powstaniem samorządu opowiadają się Business Centre Club, Krajowa Izba Gospodarcza, Związek Rzemiosła Polskiego,
Polska Rada Biznesu i Naczelna Rada Zrzeszenia Handlu i Usług.
- Byłby pełną reprezentacją wszystkich przedsiębiorstw - mówi Andrzej Arendarski, prezes KIG.
Autorzy projektu podkreślają, że obecnie w Polsce działa blisko 360 różnych izb i organizacji, ale zrzeszają one ok. 3 proc. ogółu firm, w dodatku głównie średnich i dużych. Wspólny samorząd - z większą siłą przebicia - miałby walczyć m.in. o bardziej przyjazne prawo
pracy czy prawo podatkowe. Na finansowanie samorządu zostałoby przeznaczone 0,2 proc. wpływu z VAT, czyli ponad 200 mln zł.
Przeciwko projektowi są dwie największe organizacje: Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych "Lewiatan" i Konfederacja Pracodawców Polskich. Przekonują, że samorząd gospodarczy to ciało niepotrzebne - będzie podatne na naciski polityczne, ograniczy konkurencję. A w dodatku byłoby finansowane z naszych podatków. - Poza tym w większości spraw przedsiębiorcy nie będą w stanie uzgodnić jednego stanowiska. Ich interesy często są sprzeczne. Najlepszy przykład to sklepy małe i wielkopowierzchniowe - mówi Lech Pilawski, dyrektor generalny Lewiatana.
Projekt spotkał się jednak z poparciem polityków. Grzegorz Napieralski, szef SLD: Dajemy zielone światło dla tego projektu.
Adam Szejnfeld, poseł PO, podkreśla, że samorząd może pomóc firmom i warto nad nim pracować. Problem to pomysł, żeby finansować go ze środków publicznych. Podobnego zdania jest Paweł Poncyljusz z PiS.