W poniedziałek w radiowej "Trójce" Boni mówił, że
deficyt budżetowy skalkulowano bardzo ostrożnie na 52 mld zł, ale skoro już wiadomo, że tempo wzrostu
PKB będzie wyższe, to deficyt będzie o wiele mniejszy. - Myślę, że na pewno o 10-15 mld zł - mówił minister.
Zapisany w tegorocznej ustawie budżetowej deficyt w wysokości 52,2 mld zł dla wielu ekonomistów był zaskoczeniem. Wcześniej szacowali go na 31-37 mld. Szef resortu finansów Jacek Rostowski tłumaczył wysoki deficyt "drastycznie mniejszymi wpływami budżetowymi". To efekt światowego kryzysu. Wzrost
bezrobocia, ograniczenie wydatków konsumenckich i spadek inwestycji sprawiły, że dochody podatkowe państwa gwałtownie spadły. Dlatego w 2009 r. potrzebna była nowelizacja
budżetu. Deficyt prognozowany na 18,186 mld zł podniesiono do 27,186 mld zł. Ale ostatecznie dochody budżetu okazały się lepsze, niż planowano w nowelizacji, i budżet zakończył zeszły rok z niespełna 24 mld zł deficytu.
- Budżet na 2010 r. będzie jednym z najtrudniejszych po 1989 r. - latem zeszłego roku ostrzegał Rostowski.
I rząd zaplanował budżet bardzo ostrożnie. - To, że wpływy podatkowe w 2009 r., a więc w okresie apogeum kryzysu, były wyższe, niż prognozowaliśmy, bardzo cieszy. W tym roku także mogą okazać się lepsze. Jak zawsze prognozujemy ostrożnie, jesteśmy konserwatywni. Zobaczymy, co się stanie - mówił "Gazecie" minister finansów na początku roku.
Przekonanie, że w związku z wyższymi dochodami tegoroczny deficyt będzie niższy od zaplanowanego podziela większość ekonomistów.