Najważniejszym impulsem do debaty o Europejskim Funduszu Walutowym (EFW) jest zapaść finansów publicznych Grecji, która zagraża stabilności strefy euro. Zarówno
Ateny, jak i najważniejsi gracze UE opierają się apelom licznych ekspertów doradzających pomoc z Międzynarodowego Funduszu Walutowego (
MFW). Nie chcą bowiem dać światu dowodu, że UE nie potrafi poradzić sobie z ratowaniem własnej waluty.
Sęk w tym, że gdy zajdzie potrzeba doraźnego wsparcia finansowego dla Greków (może już w połowie marca), to Unia nie będzie miała instrumentów prawnych umożliwiających pomoc. W efekcie będą musieli ją wziąć na siebie - najpewniej w ramach dwustronnych umów z Grecją -
Niemcy oraz Francuzi. Dlatego pomimo braku szans, aby EFW powstał tak szybko, by pomóc Grecji,
Berlin i
Paryż coraz przychylniej patrzą na pomysły stworzenia europejskiej "imitacji" MFW, która zapobiegłaby powtórzeniu się greckiego scenariusza w innym kraju strefy euro.
Pomysł powołania funduszu wysunął niemiecki minister finansów Wolfgang Schäuble, ale wczoraj dystansował się od niego szef Bundesbanku Alex Weber. - To droga donikąd - mówił. Kanclerz Angela Merkel chwali pomysł jako "interesujący i przydatny", ale jednocześnie studzi zapał, przypominając, że powołanie EFW wymagałoby zmiany traktatów unijnych.
- Europejski Fundusz Walutowy? My mówimy o "skoordynowanej pomocy finansowej" dla krajów UE, ale nie nadajemy jej żadnej nazwy. Nie wiemy, jaką będzie miała formę prawną i instytucjonalną, bo jesteśmy w bardzo wczesnym stadium dyskusji - wyjaśniają urzędnicy Komisji Europejskiej.
KE zamierza przedstawić konkretny pomysł przed końcem tego półrocza, a jej szef José Manuel Barroso zapewniał wczoraj, że będzie on zgodny z traktatem lizbońskim. Zatem niewykluczone, że debaty o EFW skończą się stworzeniem zacieśnionych mechanizmów kontroli i koordynacji polityki krajów strefy euro bez stworzenia nowej i oddzielnej instytucji. Eurokraci przywołują art. 136 traktatu o UE, który pozwoliłby na zacieśnienie integracji unii walutowej, choć jednocześnie pozostawiłby kraje nienależące do strefy euro poza tym twardym trzonem UE.
Gdyby jednak zaszła konieczność zmiany traktatów, to - jak słychać w Brukseli - można by przyspieszyć ją poprzez stworzenie "aneksu" objętego ratyfikacją tylko przez kraje euro.
Kanclerz Merkel opowiedziała się wczoraj za pomysłem nakładania "sankcji" na państwa strefy euro, których polityka budżetowa zagrażałaby wspólnej walucie. Niemieccy dyplomaci tłumaczą, że maruderom można by zamrażać pomoc UE np. z funduszy spójności oraz zawieszać im prawo głosu w eurogrupie. Sprzeciw wobec tych radykalnych idei sygnalizuje już jednak Paryż.
Głównym instrumentem EFW lub jego unijnej namiastki - prócz kontroli i regulacji - powinna być bezpośrednia pomoc finansowa dla zagrożonych krajów, której jednak zakazują nie tylko unijne traktaty w obecnej formie, lecz także orzeczenia niemieckiego trybunału konstytucyjnego.