"Pieniądze to zbrodnia. Dziel je sprawiedliwie, ale nie zabieraj tego, co moje" - to fragment "Money", jednego z najsłynniejszych utworów
Pink Floyd. I najwyraźniej ten fragment prawnicy zdecydowali się zadedykować wytwórni EMI, która od 1967 r. wydaje albumy zespołu.
Jak
pisze brytyjski "Telegraph", pozew złożony w kwietniu ub.r. dotyczy naliczania tantiem za sprzedaż utworów Pink Floyd w internecie. Mówiąc wprost, członkowie zespołu uważają, że EMI zaniża należne im wypłaty.
- Chcemy wiedzieć, na czym stoimy - mówił we wtorek Robert Howe, prawnik reprezentujący zespół, po rozprawie w londyńskim sądzie (na wniosek EMI nie wpuszczono na salę mediów).
Howe twierdzi też, że EMI łamie zawarty pod koniec lat 90. kontrakt - wytwórnia zobowiązała się do sprzedaży albumów Pink Floyd wyłącznie w takiej wersji, jak powstały. Tymczasem w internecie można legalnie kupić poszczególne utwory - np. w iTunes największą popularnością wśród utworów zespołu cieszy się "Comfortably Numb" z płyty "The Wall" oraz "Wish You Were Here" (trzecie miejsce na liście zajmuje "Money").
- W 1999 r., kiedy umowa była negocjowana, iTunes nawet nie istniał - odpiera Elizabeth Jones, prawnik wytwórni. Jej zdaniem zapis o nienaruszalności albumów dotyczy jedynie nośników fizycznych, a nie cyfrowych wersji utworów sprzedawanych online.
Według IFPI, organizacji reprezentującej branżę fonograficzną, sprzedaż cyfrowych utworów w internecie i na komórki stanowi już 27 proc. wpływów największych wytwórni. Na całym świecie branża fonograficzna na e-muzyce zarobiła 4,2 mld dol., o 12 proc. więcej niż w 2008 r.