"Max Lokata" była w 2007 r. wielkim hitem w ofercie
banku PKO BP. Bank płacił za nią aż 6 proc. w skali roku, ale naraził się na protesty konkurentów, którym nie podobały się spoty porównujące Max Lokatę do ich ofert. A na domiar złego w "Max Lokacie" były zaszyte też haczyki - pieniądze w tzw. okresie zapisów nie były oprocentowane, przez co klienci dostawali do ręki niższe odsetki, niż obiecywane w reklamie.
Mimo zamieszania PKO BP osiągnął cel: lokata sprzedała się tak dobrze, że trzeba było skrócić zapisy, a i tak bank zebrał - według nieoficjalnych szacunków - 3-4 mld zł. Później jednak sprawą zainteresował się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Kontrowersyjne reklamy PKO BP krytykowała też "Gazeta" w ramach cyklu "Prześwietlamy Reklamy". UOKiK nałożył na PKO BP aż 5,7 mln zł kary, ale bank odwołał się do sądu.
Dziś Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznał, że UOKiK miał rację, zaś PKO BP swoimi reklamami rzeczywiście wprowadzał klientów w błąd.
Zdaniem UOKiK bank pominął w materiałach reklamowych istotne informacje i nie zamieszczał w nich żadnych oznaczeń ani odesłań wskazujących na konieczność zapoznania się z dodatkowymi informacjami. Poza tym użył sformułowania, że lokata jest "bez gwiazdek", co było nieprawdą.
Czytaj też:
Lokata Olimpijska: wstydliwy sekret PKO BP