Dlaczego więc ta rada będąca kolejnym ciałem doradczym przy premierze miałaby wpłynąć na politykę rządu? Zwłaszcza że nie ma ona tak silnych kompetencji, jeśli chodzi o zmianę przepisów, jak np. komisja "Przyjazne państwo"?
Doświadczenie Polski i innych krajów pokazuje, że wszelkich zmian w systemie należy dokonywać pół roku po objęciu władzy przez nowy rząd. Teraz, nawet jeśli rada przygotuje nowe rozwiązania, które będą mogły odblokować gospodarkę, będą one przydatne dopiero następnemu premierowi. A obecny rząd celowo nie chciał wprowadzać niewygodnych zmian w odpowiednim do tego czasie. Teraz jest już na to za późno.
Rząd ma wciąż ten sam cel - odblokowanie gospodarki. Wciąż jednak zamiast konkretnych zmian słyszymy deklaracje premiera - to stało się już nudne. Poza tym, jeśli już wprowadza zmiany, to zamiast pomagać, szkodzi. Tak stało się w przypadku tzw. jednego okienka, które zamiast upraszczać procedury, tylko je wydłużyło.
Problemy przedsiębiorców zostały wskazane już dawno. Co więcej, przygotowano ich dokładne analizy, a nawet przedstawiono ich kompletne rozwiązania. Jednak nadal nie widać chęci wprowadzania zmian ze strony rządu. Nowa rada nie musi nawet szukać nowych zagadnień do opracowywania, wystarczy, że zajmie się podstawowymi celami, jakie rząd stawiał sobie na początku swojej
pracy.
W przeciwieństwie do innych krajów, gdzie również działają ciała doradcze, w Polsce nie mam przepisów, które zamieniałyby ich propozycje w konkretne przepisy. Rada opracuje konkretne zagadnienie i co się z nim dalej stanie?