Wśród artystów ze stajni EMI
Pink Floyd liczbą sprzedanych płyt ustępuje tylko Beatlesom. Ale choć brytyjski zespół współpracuje z EMI od 1967 r., ostatni spór między stronami musiał rozstrzygnąć sąd.
Poszło o sprzedaż utworów grupy w internecie. Prawnicy Pink Floyd w kwietniu ub.r. oskarżyli EMI, że wytwórnia łamie zawarty pod koniec lat 90. kontrakt - zobowiązała się w nim do sprzedaży albumów Pink Floyd wyłącznie w takiej wersji, jak powstały (chyba że za pisemną zgodą zespołu).
Tymczasem w internecie można legalnie kupić poszczególne utwory, np. w iTunes największą popularnością wśród utworów zespołu cieszy się "Comfortably Numb" z płyty "The Wall" oraz "Wish You Were Here". EMI sprzedawało też fragmenty utworów Pink Floyd jako dzwonki do komórek.
Wytwórnia odpierała ataki, twierdząc, że zapis dotyczył jedynie nośników fizycznych, a nie cyfrowych wersji utworów sprzedawanych online.
- W 1999 r., kiedy umowa była negocjowana, iTunes nawet nie istniał - przypominała Elizabeth Jones, prawnik wytwórni.
Sędzia opowiedział się po stronie Pink Floyd. I uznał, że klauzula w kontrakcie dotyczyła także internetowej dystrybucji i miała na celu "ochronę artystycznej integralności albumów". Pink Floyd znany był z tego, że poszczególne
piosenki na albumie płynnie przechodziły jedna w drugą. W prostych słowach ujął to jeden z czytelników serwisu Wyborcza.biz: "żeby sprzedawać na kawałki "Dark Side of the Moon", trzeba być rzeźnikiem muzycznym".
Sędzia nie zgodził się na apelację EMI i nakazał wytwórni zwrot kosztów sądowych, szacowanych na 60 tys. funtów. Przychylił się za to do wniosku, by nie ujawniać fragmentów ugody związanej z tantiemami. Nieoficjalnie wiadomo, że EMI zmieni zasady rozliczania na korzystniejsze dla zespołu.