Gdy kryzys finansowy uderzył w naszą gospodarkę, w pierwszej kolejności załamał się właśnie
eksport.
Na początku 2009 roku sprzedawaliśmy o kilkadziesiąt procent mniej niż 12 miesięcy wcześniej. Końcówka roku była już dla eksporterów lepsza, jednak w całym roku eksport był i tak o ponad 17 proc. mniejszy.
Dane za styczeń, które wczoraj opublikował GUS, pokazują już lepszy obraz. Eksport był o 1,8 proc. większy niż przed rokiem. Gdy przeliczyć wpływy eksportowe na
złote, to do kieszeni eksporterów trafiło więcej pieniędzy - w ujęciu złotowym eksport wzrósł o 3,4 proc., do 30,8 mld zł.
A w
imporcie wciąż mamy dołek. Według GUS w styczniu 2010 r. sprowadziliśmy towary za 8,1 mld euro (33,7 mld zł). W porównaniu ze styczniem 2009 roku to odpowiednio o 2,5 i 1 proc. mniej.
Dzięki temu, że eksport rośnie, a
import maleje, poprawia się saldo w handlu zagranicznym. W styczniu mieliśmy deficyt w wysokości 702 mln euro.
Ciągle najwięcej towarów sprzedajemy do Niemiec. Eksport do naszych zachodnich sąsiadów sięgnął w tym czasie 1,9 mld euro - to 26,2 proc. całości. Eksport był jednak o 1,6 proc. niższy niż rok wcześniej.