Komisja wysłała w tej sprawie pismo do polskiego rządu po skardze naszych przedsiębiorców z branży hazardowej.
Bruksela to ostatnia deska ratunku "automaciarzy" przed czekającą ich za pięć lat delegalizacją.
Uchwalona w listopadzie ustawa hazardowa to była reakcja rządu na aferę związaną z automatowym biznesmenem Ryszardem Sobiesiakiem. Jego zakulisowym sugestiom w sprawie kształtu ustawy ulegali dwaj prominentni politycy PO: minister sportu Mirosław Drzewiecki i szef klubu PO Zbigniew Chlebowski. Obaj stracili posady. Jednocześnie Sejm uchwalił w trzy dni ustawę delegalizującą automaty do
gry stojące w barach i centrach handlowych. Żeby nie naruszać praw nabytych, na likwidację działalności firmy automatowe dostały pięć lat. Mocno też podniesiono podatki od całej branży.
Polski rząd twierdził, że ustawa nie wymaga powiadomienia Komisji Europejskiej (tzw. notyfikacji), ale zdaniem Brukseli nasz rząd powinien ją wcześniej wysłać. Bo "ustawa wydaje się zawierać" przepisy podlegające notyfikacji. Komisja powołuje się na precedens grecki.
Ateny w 2005 r. zakazały urządzania poza kasynami wszelkich gier elektronicznych, nie tylko hazardowych, ale nawet takich, na których nic nie można wygrać, np. popularnych fliperów czy symulatorów samochodowych. Nie wolno było nawet grać w gry komputerowe w miejscach publicznych, np. kafejkach internetowych. Europejski Trybunał Sprawiedliwości w 2006 r. uznał, że te przepisy naruszają unijną zasadę swobody przepływu usług, są zbyt restrykcyjne, a poza tym grecki rząd powinien je wcześniej notyfikować w Brukseli. Ostatecznie grecka ustawa trafiła więc do kosza.
Czy polską czeka podobny los? Ministerstwo Finansów twierdzi, że nie. Nasze prawo zakazuje wyłącznie automatów hazardowych, a nie zręcznościowych. A ETS wyraźnie stwierdził, że
Grecja poszła za daleko właśnie dlatego, że zakazała nie tylko gier hazardowych, co byłoby dopuszczalne, ale także gier zupełnie "niewinnych".
Resort finansów nie rezygnuje też z planów walki z hazardem w sieci. Wprawdzie premier Donald Tusk wycofał się z pomysłu Rejestru Usług Niedozwolonych, w którym blokowano by m.in. strony hazardowe i pedofilskie, ale resort finansów ma nowe pomysły. Tym razem chce przyznać sądom prawo blokowania stron z internetowym hazardem na wniosek celników. W piśmie do Rządowego Centrum Legislacji wiceminister finansów Jacek Kapica tłumaczy, że bez blokowania stron walka z sieciowym hazardem będzie nieefektywna.
Teoretycznie hazard w internecie jest w Polsce zakazany, ale w wielu krajach UE jest dozwolony, a działające tam portale hazardowe mają polskojęzyczne strony internetowe. Legalizację e-hazardu rozważa nawet
Portugalia, której Europejski Trybunał Sprawiedliwości pozwolił utrzymać dotychczasowe przepisy, wedle których monopol na wszelki hazard ma tam działająca 500 lat instytucja charytatywna Santa Casa.