633 do 13 - takim stosunkiem głosów Parlament Europejski zaprotestował przeciwko tajnym negocjacjom handlowym między
USA, Unią Europejską, Japonią oraz Kanadą. I wezwał Komisję Europejską do upublicznienia dokumentów.
- Nie można ignorować traktatu lizbońskiego i negocjacji prowadzić za zamkniętymi drzwiami. To jest nie do przyjęcia - grzmieli przedstawiciele europarlamentu (od grudnia 2009 r. traktat wprowadził zasadę, że Parlament ma być na bieżąco informowany o wszelkich negocjacjach międzynarodowych).
Chodzi o toczące się od półtora roku negocjacje w sprawie ACTA - międzynarodowej umowy poświęconej ochronie praw własności intelektualnej. Teoretycznie jej główny cel to walka z obrotem podrabianymi towarami. Ale z przecieków, które od ub.r. krążą w sieci, wynika, że w umowie są też zapisy pozwalające na przeszukiwanie komputerów czy odtwarzaczy MP3 obywateli, a także przepisy dotykające internautów. Negocjatorzy amerykańscy mieli sugerować, by w umowie znalazł się zapis o możliwości odcięcia dostępu do internetu "w pewnych przypadkach". Nieoficjalnie mówi się, że w pakcie ACTA może zostać zapisana tzw. zasada trzech ostrzeżeń. Takie rozwiązanie wprowadzono we Francji - pozwala na odcięcie od internetu osoby trzykrotnie przyłapanej na rozpowszechnianiu plików chronionych prawem autorskim.
Parlament już wcześniej dwukrotnie ubiegał się o informacje o ACTA w Radzie UE i Komisji Europejskiej. Nie wskórał nic, bo strony negocjacji podpisały klauzulę o poufności. Od tego samego muru odbiły się organizacje pozarządowe (w tym ISOC
Polska). Unijnych parlamentarzystów dodatkowo rozsierdziło to, że - jak wynika z nieoficjalnych doniesień - do treści negocjacji dostęp mają przedstawiciele amerykańskiego przemysłu filmowego.
- Ten proces za długo był prowadzony zgodnie z życzeniami wielkich koncernów medialnych. Głosowanie w Parlamencie to kolejny dowód na to, że sposób
pracy nad ACTA, jak i wprowadzane w umowie rozwiązania są zwyczajnie wadliwe - oświadczyła w komunikacie organizacja Public Knowledge walcząca o prawo opinii publicznej do informacji.
Następna runda negocjacji ma się odbyć w kwietniu w Nowej Zelandii. Znów za zamkniętymi drzwiami. Unijni parlamentarzyści żądają, by do tego czasu Komisja udostępniła im dokumenty negocjacyjne. A jeśli nie udostępni, to zwrócą się do Trybunału Sprawiedliwości. Chcą też, by - zanim zostaną podjęte ostateczne decyzje - dokładnie przeanalizowano wpływ umowy na prawa podstawowe, ochronę danych czy handel internetowy w UE.
Parlament głosował w środę wieczorem. Dzień wcześniej parlamentarzystów starał się uspokoić Karel De Gucht, unijny komisarz ds. handlu. Twierdził, że ACTA nie będzie sprzeczna z prawem Unii Europejskiej, będzie dotyczyć przede wszystkim handlu i nie naruszy praw obywatelskich. De Gucht dodał, że Komisja nie chce, by internautów odcinać od sieci, nie chce też zapisywać w umowie zasady trzech ostrzeżeń - tę kwestię pozostawia poszczególnym krajom. De Gucht zapowiedział jednak, że jeśli strony negocjacji nie zgodzą się na odtajnienie dokumentów, to Parlament ich nie zobaczy.