Biznes Ludzie Pieniądze

Ekskluzywne pomnażanie

Maciej Bednarek
2010-03-16 , aktualizacja: 14.03.2010 22:52
A A A Drukuj
Nie trzeba mieć wypchanego portfela, by móc oszczędzać i inwestować na wiele sposobów. Ale inwestorzy, którzy przyniosą do banku lub do funduszu kilkadziesiąt tysięcy złotych, dostaną możliwości lokowania pieniędzy na lepszych warunkach niż zwykli klienci
Dokąd płynie ta łódź?
Dokąd płynie ta łódź?
Banki od zawsze hołubiły co bardziej majętnych klientów. Najbardziej widać to po oprocentowaniu lokat. Klient wpłacający jednorazowo kilkadziesiąt tysięcy złotych może liczyć na odsetki o kilka dziesiątych procenta wyższe niż standardowe. Ale ciekawie robi się wtedy, gdy bank zaproponuje ci możliwość negocjowania oprocentowania lokat.

1. Lokaty dla bogatych: negocjuj procenty

Jeżeli mamy co najmniej 50 tys. zł, możemy negocjować wysokość oprocentowania m.in. w Banku BPH, BOŚ, Lukas Banku, Banku BGŻ czy Eurobanku. Z kolei PKO BP czy Bank Zachodni WBK negocjują oprocentowanie z klientami, którzy przyniosą co najmniej 100 tys. zł. W Meritum Banku rozmowy zaczynają się dopiero przy depozycie 500 tys. zł.

Ile można wynegocjować? - Jeśli chodzi o oprocentowanie, dodatkowa premia zależy w dużej mierze od bieżących potrzeb banku, a te od sytuacji na rynku. Dlatego czasami daje się wynegocjować dodatkowe ułamki procenta, a kiedy indziej bank nie potrzebuje pieniędzy i wtedy do ugrania jest znacznie mniej - mówi Michał Bellwon, dyrektor departamentu skarbu w Meritum Banku.

Większa gotówka pozwala negocjować nie tylko oprocentowanie, ale też okres lokaty. Nie trzeba się godzić na standardowe okresy, jak kwartał, pół roku lub rok. Można sobie zażyczyć lokatę np. 45-dniową. Poza tym banki bywają też bardziej elastyczne w kwestii konsekwencji ewentualnego zerwania depozytu przed terminem. O ile zwykły klient w takich okolicznościach z reguły traci większość już naliczonych odsetek, o tyle klient prestiżowy może wynegocjować z bankiem taryfę ulgową.

Czytaj też Nowy bank daje ponad 7% rocznie za lokaty! Ciekawe kiedy spuchnie?

3. Obligacje: pożycz pieniądze PKP

O obligacjach słyszał zapewne każdy i - przynajmniej te skarbowe, emitowane przez rząd - nie są przesadnie elitarną inwestycją. Można je kupić już za 100 zł za sztukę. Ale zasobniejszy klient banku ma też dostęp do tzw. obligacji korporacyjnych - emitowanych przez przedsiębiorstwa, które potrzebują pieniędzy na sfinansowanie swoich inwestycji. To już bardziej ryzykowna zabawa, bo w przypadku bankructwa takiej firmy, możemy stracić nasze oszczędności. Ale jeśli wszystko pójdzie dobrze, zarobimy więcej niż na lokacie - nawet 8-10 proc. rocznie.

W tego typu papiery inwestują głównie instytucje finansowe, np. banki, fundusze inwestycyjne czy emerytalne. Mogą kupić je też osoby prywatne. Warunek? Trzeba dysponować kwotą co najmniej kilkunastu tysięcy złotych, choć w praktyce osoby fizyczne lokują w ten sposób setki tysięcy, nawet do miliona złotych. W ubiegłym roku można było kupić obligacje np. PKP, PBG (firma z branży budowlanej) czy spółki Multikino. W tym roku emisję obligacji zapowiedziały takie giganty jak Polska Grupa Energetyczna czy Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo.

Inwestycją dla grubszych portfeli są też rządowe bony skarbowe (to takie krótkoterminowe obligacje). Klienci indywidualni na taką inwestycję muszą przeznaczyć co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych. Co prawda cena jednego bonu wynosi 10 tys. zł, ale zazwyczaj trzeba kupić minimum kilka sztuk, np. Getin Bank sprzedaje co najmniej trzy sztuki, a Bank BPS po dziesięć sztuk.

Czytaj też: Kup obligacje firmowe. Dobrze zarobisz, albo... stracisz 100% pieniędzy

4. Struktury na miarę? Dostępne od 2 mln zł

Swoje elitarne odmiany mają też tzw. struktury, mocno promowane przez banki, zwłaszcza w czasie ostatniej bessy na giełdzie. Zainwestowane przez klientów pieniądze dzieli się na dwie części. Za większość kupuje się najczęściej obligacje, z których zysk po dwóch lub trzech latach zapewnia zwrot 100 proc. wpłaconego przez klientów kapitału. Resztę inwestuje się w tzw. opcje (w uproszczeniu jest to zakład o to, w jaki sposób w przyszłości zachowa się np. indeks giełdowy czy kurs danej waluty). Ta część pracuje na potencjalny zysk.

Kilka lat temu, kiedy struktury wchodziły do Polski, w praktyce były niedostępne dla przeciętnego inwestora. Sprzedawane były wyłącznie w ramach bankowości prywatnej, a minimalna wartość inwestycji wynosiła 100-200 tys. zł. Dzisiaj struktury trafiły do sprzedaży masowej. I zwykle te, w które trzeba zainwestować duże pieniądze, nie różnią się od tych dostępnych dla drobnych ciułaczy.

Dobrym przykładem mogą być struktury oferowane przez BRE Bank. Ta sama struktura oferowana jest klientom BRE z segmentu private banking, gdzie minimalna wpłata wynosi np. 200 tys. zł, ale też w MultiBanku lub mBanku. Zmieniają się tylko nazwy i progi wejścia. - Wysoki próg wejścia niekiedy ma za zadanie wyłącznie podniesienie rangi i prestiżu produktu - wyjaśnia Michał Kowalski z firmy Wealth Solutions.

Banki oczywiście mogą też przygotować strukturę na zamówienie, np. zawierającą opcje na bawełnę albo na diamenty. Ale kilkaset tysięcy złotych to za mało, żeby móc liczyć na strukturę szytą na miarę. - Inwestor musi dysponować kwotą co najmniej 2-3 mln zł - dodaje Michał Kowalski.

Czytaj też: Strukturalny problem struktur

5. Masz 100 tys. zł? Fundusz okroi prowizję

Także w przypadku funduszy inwestycyjnych klienci z zasobniejszymi portfelami mogą liczyć na lepsze warunki inwestycji. Standardem jest uzależnienie opłaty dystrybucyjnej (pobieranej jednorazowo w momencie nabywania jednostek uczestnictwa) od wpłacanej kwoty zgodnie z zasadą: im większa wpłata, tym niższa prowizja.

Część towarzystw funduszy ma dla bogatych klientów specjalne kategorie jednostek uczestnictwa - zwykle wiążą się z niższą od standardowej opłatą za zarządzanie pieniędzmi. Dzięki temu wartość takiej jednostki rośnie szybciej. W większości funduszy możliwość "załapania się" na lepsze jednostki udziałowe zaczyna się od inwestycji rzędu kilkuset tysięcy złotych.

Wśród funduszy największą elitarnością cieszą się tzw. specjalistyczne fundusze inwestycyjne otwarte (SFIO) oraz fundusze zamknięte. Mogą one prowadzić bardziej elastyczną politykę inwestycyjną niż zwykłe fundusze, emitują certyfikaty inwestycyjne tylko w określonym czasie, a wreszcie mogą korzystać z większej palety bardziej ryzykownych instrumentów inwestycyjnych niż zwykłe fundusze. Ktoś, kto chciałby zainwestować w SFIO lub FIZ, musi dysponować kwotą co najmniej 100-150 tys. zł. Np. minimalna wpłata do funduszy ING VIP wynosi aż 200 tys. zł.

6. Zrób sobie prywatny portfel akcji

Najbardziej majętni mogą pozwolić sobie na swego rodzaju prywatny fundusz inwestycyjny. W przeciwieństwie do drobnych inwestorów, kupując jednostki uczestnictwa w funduszu inwestycyjnym mają wpływ na to, w jakie akcje zainwestuje zarządzający funduszem - czy dużych, czy małych spółek, czy w Polsce, czy za granicą. W ramach usług asset management (z ang. zarządzenie aktywami) firma na ich zlecenie buduje indywidualny fundusz inwestycyjny. Z takiego przywileju skorzystali np. Aleksander Gudzowaty czy Andrzej Olechowski. Klient sam może określić, czy chce inwestować ryzykowanie, czy bezpiecznie, i w jakie aktywa. Kiedy zechce, może też zlecić zmianę tej strategii. I cały czas może liczyć na wsparcie osobistego doradcy. Żeby mieć prywatny fundusz inwestycyjny, potrzeba jednak co najmniej kilkuset tysięcy złotych. Np. spółka zarządzająca aktywami w grupie ING wymaga od klientów co najmniej 500 tys. zł, a w BZ WBK - 1 mln zł.

Eksperci dla "Gazety"

David Wallis, HSBC Bank Polska

Większość inwestorów indywidualnych nie ma ani wystarczająco dużo wiedzy o rynkach finansowych, ani czasu lub ochoty, by na bieżąco sprawdzać notowania na poszczególnych rynkach. Warto pomyśleć o inwestowaniu z pomocą specjalistów wtedy zwłaszcza, gdy interesują nas inwestycje zagraniczne. Fundusze HSBC inwestują nie tylko w różnych krajach czy regionach, ale też w różne klasy aktywów: akcje, obligacje, nieruchomości, surowce, fundusze private equity czy fundusze hedgingowe. Część z tych klas aktywów jest zwykle dostępna jedynie dla bardzo zamożnych klientów indywidualnych (zaliczanych do grona klientów bankowości prywatnej) lub dla inwestorów instytucjonalnych. Tymczasem fundusze zagraniczne oferowane przez HSBC umożliwiają dostęp do tych klas aktywów również znacznie mniej zamożnym inwestorom indywidualnym.

Daniel Szewieczek, ING Bank Śląski

Mając 50-100 tys. zł, można zbudować mini-portfel depozytowy. Taki portfelik może składać się z konta oszczędnościowego, na którym będziemy lokować pieniądze, których wydania spodziewamy się w ciągu najbliższych tygodni - można oczywiście zatrzymać te środki na rachunku bieżącym, ale tu nie otrzymamy żadnych odsetek - ale za to dostęp do pieniędzy będzie najprostszy. Kolejną część naszych oszczędności odkładamy na lokacie terminowej o stałym oprocentowaniu. Należy tu być ostrożnym w kwestii terminu lokaty - lokata o stałym oprocentowaniu na dłużej niż rok zazwyczaj jest wyżej oprocentowana, ale ryzyko, że stopy procentowe zaczną w tym czasie wzrastać i oprocentowanie stanie się nieatrakcyjne, jest wysokie. Jeżeli mamy powyżej 50 tys. zł, możemy zastanowić się nad lokatami niestandardowymi, które dają możliwość dowolnego doboru terminu. Dla reszty pieniędzy możemy wybrać depozyt strukturyzowany, np. taki, którego zysk oparty jest na kursie złotego do innych walut - taki depozyt może znacznie podwyższyć zysk z całego naszego mini-portfela, a jedynym ryzykiem nie jest strata początkowego kapitału, a mniejszy zysk.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    31 głosów