Gdy spojrzy się na przygotowaną przez Ministerstwo Finansów tabelkę z harmonogramem narastania tegorocznego deficytu budżetowego, można się wystraszyć. Na szczęście tylko w pierwszej chwili. Po trzech miesiącach deficyt ma bowiem sięgnąć blisko 50 proc. kwoty niedoboru w kasie państwa zaplanowanej na cały rok. Po pięciu miesiącach ma to być już blisko 70 proc., a po czerwcu niemal 80 proc. całorocznego deficytu, który zgodnie z ustawą budżetową ma wynieść 52,2 mld zł. Na szczęście w kolejnych miesiącach tempo powiększania się dziury w kasie państwa ma być już znacznie niższe. Ba, resort spodziewa się nawet, że w listopadzie deficyt lekko się obniży wobec października.
- Ten rok jest dość nietypowy - oceniła na piątkowym spotkaniu z dziennikarzami wiceminister finansów Elżbieta Suchocka-Roguska. - Zawsze w pierwszej połowie roku deficyt narasta szybciej niż w drugiej, ale w poprzednich latach w styczniu zdarzały się nawet nadwyżki budżetowe. W tym roku po styczniu mieliśmy prawie 5 mld zł, a po lutym blisko 16,9 mld zł deficytu.
Wiceminister wytłumaczyła, że przyczyniły się do tego przede wszystkim duże wpłaty pieniędzy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. FUS będzie mógł dzięki nim spłacać pożyczki zaciągnięte w zeszłym roku w bankach komercyjnych. Od początku roku Fundusz dostał z
budżetu już blisko 11 mld zł dotacji. W całym pierwszym półroczu dostanie 31 mld, w drugim już tylko nieco ponad 14 mld zł. Na szybsze narastanie deficytu na początku roku złożyły się też subwencje dla samorządów. W pierwszym półroczu trafi do nich z budżetu 27,5 mld, w drugim 19,7 mld zł.
- Nie ma żadnych niebezpieczeństw, jeśli chodzi o realizację tegorocznego budżetu. Po lutym dochody podatkowe wyniosły 15,5-16 proc. planu całorocznego. To nie jest wynik ani zły, ani dobry. Przeciętny - oceniła min. Suchocka-Roguska. Dochody z podatków pośrednich (VAT, akcyza) po dwóch miesiącach sięgnęły 17,5 proc. planu całorocznego i są - jak to określiła min. Suchocka-Roguska - "w normie". Na razie, bo Ministerstwo Finansów spodziewa się, że tegoroczne dochody budżetu zaplanowane na 249 mld zł będą w rzeczywistości wyższe, co przełoży się na deficyt znacznie niższy od zaplanowanego. - Całoroczna prognoza dochodów oparta jest o konserwatywne założenia. Liczymy, że wynik w całym roku będzie lepszy, niżby to wynikało z ustawy budżetowej - powiedziała minister.
Resort finansów spodziewa się, że wyższy będzie
wzrost gospodarczy, który w ustawie budżetowej oceniono na 1,2 proc. Ostatnio nawet Bank Światowy podniósł prognozę wzrostu naszego tegorocznego
PKB do 2,5-3 proc. To oznaczałoby także wyższe od planowanych dochody z podatków.
Zapewne w lipcu do budżetu wpłyną też pieniądze z zysku NBP za 2009 r. Na razie nie wiadomo, jaka to będzie kwota, mówiło się jednak nawet o kilku miliardach złotych. Te pieniądze nie są zapisane w
budżecie i - jak zapewnia szef resortu finansów Jacek Rostowski - w całości pójdą na obniżenia deficytu budżetowego i
długu publicznego Polski.