Niedawny kryzys finansowy pokazał, także polskiemu rządowi, jak wielki wpływ może mieć polityka kredytowa banków na stan całej gospodarki. W ubiegłym roku banki masowo ograniczały akcję kredytową: na porządku dziennym było zmniejszanie limitów kredytowych firmom, renegocjacje marż, wprowadzanie dodatkowych opłat, choćby tzw. postojowego, czyli opłaty za linie kredytowe, z których przedsiębiorcy w danym momencie nie korzystali.
Tylko w trzech kwartałach 2009 r. (danych za cały rok jeszcze nie ma) wartość udzielonych przez PKO BP kredytów wzrosła o 2,3 mld zł, czyli blisko 10 proc. W tym samym czasie jego największy konkurent, należący do włoskiego UniCredit Bank Pekao, który głośno zapowiadał, że w kryzysie będzie wspierał rozwój polskiej gospodarki, ściął finansowanie przedsiębiorstw o 4,1 mld zł.
Nic więc dziwnego, że wśród ekspertów i analityków rozgorzała dyskusja na temat bardziej efektywnego wykorzystywania rodzimego kapitału do kreowania trendów na rynku kredytów. Tego kapitału jest całkiem sporo. Jak mówi Wojciech Kwaśniak, były główny inspektor nadzoru bankowego, a obecnie doradca prezesa NBP, aż 30 proc. kapitału sektora bankowego jest w polskich rękach, z tego cztery piąte w rękach rządu. Tyle że państwo nie potrafi z tego majątku efektywnie korzystać.
Jako czołowy przykład Kwaśniak podaje
Bank Pocztowy i Bank Ochrony Środowiska, dwa pośrednio kontrolowane przez państwo banki, z których żaden nie jest na tyle silny, by mieć wpływ na rozwój sektora bankowego. - Jaki jest sens w utrzymywaniu dwóch niezbyt silnych instytucji, skoro można byłoby na ich bazie zbudować kolejny silny polski bank? - pyta Kwaśniak, zaznaczając, że wyraża swoją prywatną opinię, a nie stanowisko banku centralnego.
Kwaśniak uważa, że fuzja
BOŚ z Pocztowym nie tylko podniosłaby wartość połączonych banków - w myśl zasady, że "duży może więcej". Co prawda po połączeniu majątek nowego banku stanowiłby raptem jedną dziesiątą potęgi PKO BP (na koniec 2008 r. suma aktywów BOŚ i Pocztowego wynosiła 14 mld zł, danych za ubiegły rok banki jeszcze nie opublikowały), ale i tak znaczenie nowego banku na rynku byłoby o niebo większe, niż jest dziś.
Pomysł fuzji Pocztowego i BOŚ zajmuje głowy ekspertów także dlatego, że oba banki mają zbliżoną strategię. I oba zastanawiają się, jak sfinansować swój rozwój. Notowany na
warszawskiej giełdzie BOŚ, który w 77,27 proc. należy do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, co prawda obsługuje głównie firmy i zajmuje się finansowaniem projektów proekologicznych. Ale zarząd, na którego czele stoi prezes Mariusz Klimczak, chce, żeby BOŚ miał też drugą nogę - detaliczną. W ciągu trzech lat chce podwoić liczbę klientów indywidualnych do 500 tys.
A Pocztowy to klasyczny bank detaliczny. Już ma pół miliona klientów, a w ciągu kilku lat chce się wejść do elity dziesięciu największych banków pod względem liczby klientów. Jego największym atutem jest sieć dystrybucji: Poczta
Polska, która ma ok. 75 proc. akcji (pozostałe należą do PKO BP), udostępnia Pocztowemu 5 tys. okienek w urzędach pocztowych.
Pocztowy chciałby też walczyć o obsługę małych i średnich firm, ale na taki rozwój potrzebuje kapitału. Ile? Przynajmniej 50-100 mln zł. Takiego zastrzyku nie zafunduje mu Poczta, która sama ma straty. Z kolei BOŚ na rozwój potrzebuje ok. 470 mln zł, które chce częściowo dostać od właściciela, a częściowo - z emisji obligacji. Już wiadomo jednak, że NFOŚiGW nie będzie w stanie tak dużej sumy wygospodarować.
Połączenie obu banków stworzyłoby na tyle dużą instytucję finansową, że łatwiej byłoby jej poszukać pieniędzy na rozwój na rynku kapitałowym, sprzedając akcje lub obligacje. Poza tym realizacja strategii rozwoju na rynku detalicznym byłaby tańsza, jeśli banki realizowałyby ją wspólnie. Pocztowy zaś dodatkowo wyrwałby się z klinczu własnościowego. Dziś w jego akcjonariacie jest PKO BP, konkurencyjny przecież bank.
Ministerstwo Skarbu nie komentuje pomysłu fuzji BOŚ i Banku Pocztowego. - W żadnym z tych banków bezpośrednio nie sprawujemy kontroli właścicielskiej - usłyszała "Gazeta" w biurze prasowym resortu. Ale jednocześnie skarb państwa od kilku miesięcy rozważa zmiany własnościowe w Pocztowym. Miesiąc temu wiceminister skarbu Joanna Schmid powiedziała PAP, że między resortami skarbu i infrastruktury (pod to ministerstwo podlega Poczta, a więc i Bank Pocztowy) trwają rozmowy na ten temat. - Jednym z wariantów jest sprzedaż akcji Banku Pocztowego przez PKO BP - przyznała Schmid.
Co o pomyśle połączenia Pocztowego i BOŚ sądzą analitycy? - To nie jest zły pomysł - mówi Marcin Jabłczyński z
Deutsche Bank Securities. I wskazuje, że połączony bank miałby ok. 4-proc. udział w rynku. Marcin Materna z DM Millennium uważa, że taki projekt może się powieść pod warunkiem, że bank utrzyma dwie niezależne marki. - Nie sądzę, żeby korporacyjni klienci BOŚ byli zadowoleni z tego, że ich bank jest kojarzony z Pocztą Polską - mówi. Wszyscy nasi rozmówcy podkreślają, że głównym zagrożeniem ewentualnej fuzji obu banków byłoby ryzyko "zepsucia" dobrze rozwijającej się działalności BOŚ na rynku finansowania infrastruktury ekologicznej.