- Jeśli chcesz robić coś, co nie jest zgodne z chińskim prawem i przepisami, nie jesteś przyjacielem, jesteś nieodpowiedzialny i będziesz musiał ponieść konsekwencje - powiedział Li Yizhong, chiński minister przemysłu i technologii informatycznych. Wypowiedź ta wskazuje, że toczący się od kilku miesięcy spór między Pekinem a amerykańskim koncernem może nie zakończyć się kompromisem.
W styczniu
Google zagroził, że jest bliski wycofania się z Chin. Jako powód podał cyberataki. W grudniu ktoś zaatakował skrzynki pocztowe
Gmail należące do chińskich aktywistów. A kilkadziesiąt kont e-mailowych obrońców praw człowieka z Chin, Europy i
USA było regularnie monitorowanych przez hakerów z Chin. Później eksperci firmy iDefense Labs zajmującej się bezpieczeństwem w internecie twierdzili, że przy atakach na Google'a i ponad 30 innych amerykańskich spółek (m.in. Yahoo!, Symantec, Adobe, Northrop Grumman czy Dow Chemical) korzystano z serwerów używanych przez chińskie władze.
Od zeszłego roku Chiny stawiają gigantowi nowe żądania - pod pretekstem walki z pornografią kazały Google'owi usunąć kilka funkcji z wyszukiwarki, od marca blokują dostęp do YouTube'a, należącego do Google'a serwisu z filmami. "Nie chcemy dłużej cenzurować wyników wyszukiwania. Będziemy rozmawiać z władzami o tym, czy zgodnie z prawem możemy w ogóle prowadzić wyszukiwarkę w Chinach" - napisał w styczniu w swoim oficjalnym blogu David Drummond, główny radca prawny Google'a.
Głos zabrała sekretarz stanu USA Hillary Clinton. W niezwykle ostrym wystąpieniu potępiła Chiny, Koreę Płn.,
Egipt,
Wietnam, Tunezję, Uzbekistan i Arabię Saudyjską jako kraje, które "używają internetu jako narzędzia do śledzenia i uciszania ludzi [różnych] religii".
W środę Eric Schmidt, prezes Google'a, powiedział, że rozwiązania sporu oczekuje w niedalekiej przyszłości. - Coś się wkrótce wydarzy - dodał enigmatycznie. Gigant nie ujawnił, kiedy ma przestać filtrować zapytania wysyłane do jej wyszukiwarki przez użytkowników z Chin. Ale podkreślił, że wciąż ma taki zamiar.
- To, czy wycofają się, czy nie, zależy od nich. Jednak jeśli to zrobią, to chiński rynek internetu wciąż będzie się rozwijał - skwitował Li. Ale wyraził uznanie dla Google'a, któremu w ciągu trzech lat udało się zdobyć 30 proc. chińskiego rynku internetowego. Według ministra nie ma przeszkód, aby spółka nadal powiększała swój udział, o ile będzie się stosować do chińskiego prawa. Główny konkurent - Baidu - opanował 60 proc. rynku.
Chiny mają największy na świecie rynek internetowy - liczbę użytkowników sieci szacuje się na 350-380 mln. Rocznie przynosi on Google'owi 300-400 mln dolarów. Jak poinformował dziennik "The Wall Street Journal", w ciągu ostatnich kilku lat rządy 25 krajów zablokowały usługi amerykańskiego koncernu.