- Ludzie, którzy będą latać tym śmigłowcem, są o wiele cenniejsi niż jakiekolwiek zyski i duma korporacyjna - mówił Robert Kokorda, wiceprezes amerykańskiego koncernu Sikorsky, który trzy lata temu kupił zakłady w Mielcu. Amerykanie zapłacili za PZL 250 mln zł i zainwestowali już kilkanaście milionów dolarów. Zwiększyli też zatrudnienie o 500 osób (do 1,9 tys.). - Mamy produkt, który możemy sprzedawać na całym świecie - mówi "Gazecie" Janusz Zakręcki, prezes PZL Mielec.
Jeszcze w tym miesiącu Black-Hawk trafi na Florydę, gdzie przejdzie półroczne testy. Do końca 2010 r. z mieleckiej fabryki odlecą kolejne dwa śmigłowce, a od 2012 r. PZL będzie ich produkował rocznie około 20. Ile na śmigłowcach Black-Hawk zarobi mielecka fabryka? To jest owiane tajemnicą handlową.
Sikorsky reklamuje helikopter m.in. tym, że jest on trzonem amerykańskiej armii, ma za sobą 6 mln godzin lotu, milion godzin w walkach w ostatnich latach w Iraku, Afganistanie. Na pokład zabiera 11-osobową załogę, docelowo może zabrać nawet 20 osób.