Pomysł na kampanię był prosty: każdy z filmów pokazywał jakąś głupotę, którą ludzie robią za kółkiem: a to kierowca zapomni zaciągnąć hamulec ręczny i
auto uderza w znak drogowy, a to nie umie wycofać samochodu na ciasnym parkingu i uderza w auto sąsiada, a to zajada bułkę w czasie jazdy... Przekaz PZU jest czytelny: jeśli jesteś trochę roztrzepany, nierozgarnięty, zabiegany, to wykup dodatkowe opcje ubezpieczające cię od skutków własnego gapiostwa.
Tyle że w niektórych reklamach gapiostwo ocierało się o zwykłą głupotę. W jednej z reklam pasażerowie za wszelką cenę starają się przeszkodzić kierowcy w prowadzeniu auta. W innym klipie widzimy uchachane po uszy dziewczyny (może czegoś się nawdychały, a może po prostu mają bardzo dobry humor?). Bawią się w najlepsze, łącznie z tą, która kieruje
samochodem! Mało je obchodzi nawet czerwone światło na skrzyżowaniu.
W piątek w gazetowym
blogu "Subiektywnie o finansach" pojawiła się negatywna recenzja części spotów i zarzut, że klipy promują niebezpieczne zachowania na drodze. I mogą być odczytane jako instruktaż, jak świetnie można się bawić, mając w nosie bezpieczeństwo.
W piątek po południu, kilka godzin po publikacji w gazetowym blogu, pięć z sześciu spotów zostało zdjętych ze strony PZU w serwisie YouTube. Został tylko pierwszy z serii, ten o rozbitej szybie. W weekend dwie z pięciu wycofanych reklam wróciły "na wizję". W internecie można oglądać trzy spoty: o zabieganych, łakomych i niedzielnych kierowcach. Nie wróciły natomiast trzy inne, najbardziej kontrowersyjne reklamy.
Co na to PZU? "Żaden ze spotów nie został trwale wycofany z emisji. Kampania przeprowadzana jest zgodnie z planem i zaplanowaną rotacją spotów. Z powodów technicznych niektóre z filmów zostały usunięte z internetu, zamierzamy je z powrotem zamieścić w sieci, jak tylko usterki zostaną usunięte" - napisała nam Agnieszka Rosa z biura prasowego PZU. Do tej pory trzy z sześciu spotów nie wróciły do kanału Grupy PZU na YouTube.com.