Lehman Brothers wyrzucił pracownika, który ostrzegał przed kłopotami
Nina
2010-03-16, ostatnia aktualizacja 2010-03-16 11:57
Matthew Lee przepracował w banku inwestycyjnym 14 lat. Kiedy kilka tygodni przed bankructwem Lehman Brothers wszczął alarm w sprawie raportów audytorskich Ernst & Young, zwolniono go z pracy - pisze "Wall Street Journal"
ZOBACZ TAKŻE
- Syndyk Lehman Brothers pozywa JP Morgan o miliardy dolarów (27-05-10, 16:18)
- Jak Lehman Brothers zdołał ukryć miliardowe straty? (13-04-10, 13:32)
- JP Morgan i Citigroup przyczyniły się do upadku Lehman Brothers (12-03-10, 10:10)
- Citi Handlowy odda klientom pieniądze za obligacje Lehmana! (22-01-10, 09:50)
- Upadły Lehman Brothers wypłaca wielkie premie zza grobu (22-12-09, 16:00)
- Polacy przenoszą pieniądze z lokat do funduszy. W listopadzie - 760 mln zł (08-12-09, 10:09)
Dowiadujemy się coraz więcej o kulisach bankructwa, które półtora roku temu wstrząsnęło rynkami finansowymi.
Tydzień temu opublikowany został raport ze śledztwa, które miało ujawnić przyczyny upadku Lehman Brothers. Okazało się, że szefowie firmy, w tym CEO Dick Fuld, posługiwali się sztuczkami księgowymi, żeby ukrywać złe wyniki (chodziło m.in. o usunięcie z bilansu po stronie aktywów obligacji wartych 50 mld dol.). Pomagała im w tym firma audytorska Ernst & Young, która nie zakwestionowała nieprawidłowych zapisów w księgach.
Teraz okazuje się, że nie wszyscy przymykali na nie oczy. Zastrzeżenia do jakości raportów finansowych akceptowanych przez audytorów zgłosił wówczas 56-letni Matthew Lee, wówczas pracujący na stanowisku senior vice president. W maju 2008 r. Lee wysłał do zarządu list, w którym wyrażał zaniepokojenie tym, w jaki sposób bank wycenia część swoich inwestycji. Miesiąc później zarząd polecił Ernst & Young wyjaśnienie z Lee tej sprawy, a pod koniec czerwca Matthew Lee stracił pracę.
Tydzień temu opublikowany został raport ze śledztwa, które miało ujawnić przyczyny upadku Lehman Brothers. Okazało się, że szefowie firmy, w tym CEO Dick Fuld, posługiwali się sztuczkami księgowymi, żeby ukrywać złe wyniki (chodziło m.in. o usunięcie z bilansu po stronie aktywów obligacji wartych 50 mld dol.). Pomagała im w tym firma audytorska Ernst & Young, która nie zakwestionowała nieprawidłowych zapisów w księgach.
Teraz okazuje się, że nie wszyscy przymykali na nie oczy. Zastrzeżenia do jakości raportów finansowych akceptowanych przez audytorów zgłosił wówczas 56-letni Matthew Lee, wówczas pracujący na stanowisku senior vice president. W maju 2008 r. Lee wysłał do zarządu list, w którym wyrażał zaniepokojenie tym, w jaki sposób bank wycenia część swoich inwestycji. Miesiąc później zarząd polecił Ernst & Young wyjaśnienie z Lee tej sprawy, a pod koniec czerwca Matthew Lee stracił pracę.
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
4.8
10 głosów
Przeczytaj 5 komentarzy na Forum
Pobierz aplikację Wyborcza.biz na:











