Dowiadujemy się coraz więcej o kulisach bankructwa, które półtora roku temu wstrząsnęło rynkami finansowymi.
Tydzień temu opublikowany został raport ze śledztwa, które miało ujawnić przyczyny upadku
Lehman Brothers. Okazało się, że szefowie firmy, w tym CEO Dick Fuld, posługiwali się sztuczkami księgowymi, żeby ukrywać złe wyniki (chodziło m.in. o usunięcie z bilansu po stronie aktywów obligacji wartych 50 mld dol.). Pomagała im w tym firma audytorska Ernst & Young, która nie zakwestionowała nieprawidłowych zapisów w księgach.
Teraz okazuje się, że nie wszyscy przymykali na nie oczy. Zastrzeżenia do jakości raportów finansowych akceptowanych przez audytorów zgłosił wówczas 56-letni Matthew Lee, wówczas pracujący na stanowisku senior vice president. W maju 2008 r. Lee wysłał do zarządu list, w którym wyrażał zaniepokojenie tym, w jaki sposób bank wycenia część swoich inwestycji. Miesiąc później zarząd polecił Ernst & Young wyjaśnienie z Lee tej sprawy, a pod koniec czerwca Matthew Lee stracił pracę.