Jeszcze miesiąc temu sama Toyota przyznała, że z powodu usterek, przez które koncern musiał wezwać do naprawy ponad 8,5 mln swoich aut na całym świecie, straty wyniosą przynajmniej 2 mld dolarów. Teraz analitycy szacują, że będą one znacznie większe i mogą sięgnąć nawet 5,5 mld dol.
Na początku lutego Toyota, prezentując swoje wyniki finansowe za IV kwartał ubiegłego roku, poinformowała, że koszty naprawy usterek w ponad 8 mln aut japońskiego koncernu to ponad 180 mld jenów (2 mld dolarów). Z tej kwoty 100 mld jenów to koszty naprawy, a 80 mld jenów to straty spowodowane spadkiem sprzedaży. Szacuje się, że z powodu fali usterek w autach japońskiego koncernu globalna sprzedaż może się skurczyć w tym roku o ponad 100 tys. sztuk.
Analitycy szacują jednak, że to nie koniec finansowych problemów Toyoty. Kohei Takahashi z banku JP Morgan szacuje, że afera z usterkami może kosztować Toyotę nawet ponad 5,5 mld dolarów. Nieco bardziej zachowawcza jest firma Deutsche Securities, według której strata wyniesie w tym roku 3,2 mld dolarów, jednak - jak podkreśla jej analityk Kurt Sanger - przy prognozowaniu tego typu rzeczy trzeba założyć duży margines błędu. - Oczekujemy, że po zakończeniu kryzysu Toyota zacznie agresywną walkę o utraconą pozycję na rynku, ale będzie to miało swoją cenę - komentuje.
Toyota już zaczęła walkę o klienta, na razie tylko na amerykańskim rynku, który uznaje za kluczowy dla swojej światowej pozycji. Kupującym nowe modele zaproponowała m.in. dodatkowe dwa lata bezpłatnego serwisu, atrakcyjną ofertę leasingową i propozycje kredytów z ratą 0 proc. Toyota ma o co walczyć - od rozpoczęcia afery z usterkami jej udział w amerykańskim rynku sprzedaży aut skurczył się z 17 do 13 proc.
Mimo wszystko sytuacja Toyoty i tak jest lepsza niż przed rokiem, gdy japoński koncern osiągnął rekordową stratę rzędu 437 mld jenów. W kończącym się 31 marca roku fiskalnym Toyota szacuje, że strata netto wyniesie niespełna 80 mld jenów (ok. 885 mln dolarów).