- Kredytujemy telewizję, na niektóre płatności czekamy już od zeszłego roku. Wiem, że wielu kolegów mogłoby wystawiać TVP faktury z odsetkami karnymi za opóźnienia - mówi jeden z producentów, prosząc o anonimowość. Inni dodają, że
telewizja próbuje renegocjować umowy dotyczące już wyprodukowanych sezonów. Większość firm godzi się na to, bo nie ma innego wyjścia - spór z TVP to praktycznie zablokowanie współpracy.
Szef jednej ze spółek szacuje, że łączne zadłużenie telewizji publicznej wobec wszystkich producentów sięga blisko 30 mln zł. Maciej Strzembosz, producent popularnego "Rancza" i szef Krajowej Izby Producentów Audiowizualnych, podkreśla, że członkowie Izby na razie nie prosili go o interwencję. - To spora kwota, ale nie niemożliwa. Wystarczy, że telewizja opóźni płatności dotyczące kilku dużych seriali o pół roku - mówi Strzembosz.
Włodzimierz Ławniczak, członek zarządu TVP, nie komentuje danych o wysokości zadłużenia, ale potwierdza, że spółka wydłuża terminy płatności dla producentów. - Jak każda firma stosujemy różne sposoby finansowania działalności. Jedną z nich jest
kredyt kupiecki - mówi Ławniczak [zgodnie z ustawą za taki kredyt uważane są terminy płatności przekraczające miesiąc] I dodaje: - Potęga firm producenckich powstała dzięki zleceniom z telewizji publicznej i nie wolno o tym zapominać. W czasach prosperity dostawały nawet przedpłaty, a teraz powinny zrozumieć, że nasze kłopoty nie wynikają ze złej woli.
By utrzymać bieżącą wypłacalność, firma nie tylko opóźnia wypłatę należności, ale stara się też szybciej ściągać pieniądze od reklamodawców. - Od początku tego roku zamiast zwyczajowych 28 dni terminy płatności skrócono do 14 dni i pod tym względem TVP jest wyjątkowo mało elastyczna - mówi pracownik jednego z największych domów mediowych. Inne
domy mówią o 21 dniach. - TVP ewidentnie zależy na szybkiej gotówce, bo zachęca nas do przedpłat, oferując nawet drobne rabaty - opowiada inny.
To reklamodawcy przynoszą TVP zdecydowaną większość przychodów. Z opublikowanego wczoraj sprawozdania wynika, że udział publicznych pieniędzy w przychodach TVP szybko się kurczy. W 2009 r. spółka dostała z abonamentu 300 mln zł, czyli 17 proc. przychodów. W 2008 r. było to 421,1 mln zł (18,7 proc.). Prognoza na ten rok mówi o 100 mln zł - to skutek nowelizacji ustawy rozszerzającej grono zwolnionych z płacenia abonamentu.
Na reklamach i sponsoringu TVP zarobiła w 2009 r. 1,21 mld zł (czyli o 12 proc. mniej niż rok wcześniej). Romuald Orzeł, prezes TVP, zapowiedział, występując przed senacką komisją kultury, że w tym roku TVP 1 i TVP 2 będą musiały utrzymać się wyłącznie "ze środków komercyjnych".
- Nowelizacja ustawy abonamentowej to wygodna wymówką dla TVP, która zwiększa liczbę emitowanych reklam od ponad trzech lat - komentuje Jakub Bierzyński, szef grupy domów mediowych OMD. Z danych firmy badawczej AGB NMR wynika, że w 2006 r. TVP 1 i TVP 2 wyemitowały łącznie 161,6 tys. reklam, ale w 2008 r. było to już 230,8 tys. W zeszłym roku główne kanały TVP pokazały już 265,7 tys. reklamówek. Aby upchnąć ich jak najwięcej, TVP zmienia ramówkę tak, by przerw reklamowych było jak najwięcej - skraca emitowane programy albo dzieli je na części.
Strata netto TVP za 2009 r. miała kształtować się na poziomie 200 mln zł. W tym roku ma wynieść ok. 90 mln zł. W styczniu rzecznik TVP przyznał "Rzeczpospolitej", że w tym roku spółce może zabraknąć na wypłaty dla pracowników. Krytycznym miesiącem miał być marzec. Spółka obniżyła honoraria o 30 proc. i zlikwidowała 20-proc. premie. Teraz chce wprowadzić premie motywacyjne (do 5 proc.). Ponadto szykuje się do zwolnień grupowych, sprzedaży części
nieruchomości oraz rozważa zawieszenie kanałów tematycznych TVP Historia, TVP
Sport oraz TVP HD.
Te i inne pomysły mają znaleźć się w planie naprawczym, który spółka przedstawi ministrowi skarbu wraz z wnioskiem o zgodę na wzięcie 100 mln zł kredytu obrotowego. Złożenie wniosku spółka zapowiada od kilku tygodni, ale jeszcze tego nie zrobiła.
- Ma wpłynąć lada dzień - mówi Stanisław Wojtera, rzecznik TVP.
