Wicepremier Waldemar Pawlak i wiceminister gospodarki Hanna Trojanowska, która pilotuje rozwój energetyki jądrowej, przedstawili wczoraj wyniki badań nad lokalizacjami pierwszej polskiej elektrowni atomowej. Badania zrobiła spółka Energoprojekt
Warszawa, brały w nich udział m.in. Państwowy Instytut Geologiczny i Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Kandydatury zgłosiło w sumie 28 gmin.
Niespodzianki nie było. Żarnowiec już wcześniej uchodził za faworyta. To tam w latach 80. rozpoczęto budowę pierwszej polskiej elektrowni jądrowej, którą przerwano z powodu braku pieniędzy i protestów społecznych. Zdołano jednak zrobić szczegółowe badania geologiczne. Jednak zdaniem prof. Jerzego Niewodniczańskiego, byłego szefa Państwowej Agencji Atomistyki, nową elektrownię i tak trzeba będzie budować od podstaw, bo nie jest możliwe wykorzystanie pod nią jakichkolwiek obiektów technicznych sprzed prawie trzech dekad.
Kolejne atuty Żarnowca to dobrze rozwinięta sieć energetyczna - w pobliżu jest już mała elektrownia oraz dostęp do jeziora, którego woda będzie chłodziła reaktor. Wody na pewno wystarczy na elektrownię o mocy 1600 MW, a jeśli będzie większa, to istnieje możliwość przekopania kanału z jeziora do Bałtyku. Elektrownia powinna też powstać w miejscu, które cierpi na deficyt mocy, a na Pomorzu jest tylko jedna duża elektrownia - Dolna Odra koło Szczecina. Niedługo skończy jednak swój żywot
W dodatku samorządy i mieszkańcy okolicznych gmin Gniewino i Krokowa popierają budowę elektrowni.
Drugie miejsce zajął wielkopolski Klempicz - maleńka wioska w gminie Lubasz, licząca zaledwie 90 mieszkańców. Tam również przeprowadzono badania geologiczne, ale mniej zaawansowane niż w Żarnowcu.
Według rządowych planów w kraju mają powstać dwie elektrownie jądrowe - w sumie w 2030 r. będą dostarczać nam ok. 10 proc. prądu. Państwowa
Polska Grupa Energetyczna, która wspólnie z zagranicznym inwestorem ma budować elektrownie, podpisała na razie dwie umowy o współpracy z zainteresowanymi udziałem w budowie - francuskimi EdF i Arevą oraz z japońsko-amerykańską spółką GE Hitachi. Niewykluczone, że podpisze jeszcze umowy z Westinghouse Toshiba (
USA i
Japonia) oraz koreańskim KEPCO.
Według wiceprezesa PGE Wojciecha Topolnickiego inwestor zostanie wybrany do końca roku. Wybudowanie dwóch elektrowni pochłonie ok. 10 mld euro. Rząd chce, by siłownie powstały do 2020 r., ale zdaniem wielu ekspertów bardziej realny termin to 2025 r.
- Ostateczną decyzję o miejscu powstania elektrowni podejmie PGE na podstawie wczorajszej rekomendacji - powiedziała "Gazecie" wiceminister Trojanowska.
Rząd musi teraz jak najszybciej opracować pakiet ustaw umożliwiających rozwój energetyki jądrowej w Polsce. Obowiązujące dziś prawo atomowe jest anachroniczne. - Chcemy, żeby założenia do projektów były gotowe w drugim kwartale - mówi Trojanowska.