Ministrowie finansów eurogrupy ustalili w poniedziałek wieczorem, że pieniądze na ewentualną pomoc dla Grecji nie będą pochodziły z unijnego budżetu (bądź np. unijnych obligacji), lecz z pożyczek negocjowanych przez Grecję z krajami strefy euro. - Gwarancje kredytowe dla rządu Grecji raczej nie wchodzą w grę - mówił szef eurogrupy Jean-Claude Juncker, choć niemieccy dyplomaci jeszcze wczoraj nie wykluczali takiego scenariusza.
Decyzja o uruchomieniu planu pomocowego dla Grecji ma być podjęta przez przywódców krajów UE, a akcja kredytowa miałaby być koordynowana przez Brukselę.
Grecja będzie tematem szczytu UE w przyszłym tygodniu, ale Berlin już wczoraj zastrzegł, że nie spodziewa się żadnych "przełomowych decyzji".
Głównymi pożyczkodawcami byłyby
Niemcy i
Francja. Ale zgodnie z nieformalnym porozumieniem do pomocy dla Grecji - choćby w symbolicznym wymiarze - miałyby włączyć się niemal wszystkie kraje strefy euro. Eurogrupa nie podała jednak wielu szczegółów dotyczących przyszłej pomocy, a ministrowie finansów jeden przez drugiego zapewniali media, że Grecja dobrze radzi sobie z planem oszczędnościowym, więc nie ma powodu, by już teraz zaprzątać sobie tym głowę.
- Jesteśmy na etapie bardzo ogólnikowego planowania. Przecież Grecja na razie nie prosi o pomoc - mówiła wczoraj hiszpańska minister finansów Elena Salgado. Podczas obrad eurogrupy Francuzi, Włosi i Belgowie opowiadali się za zapowiedzią konkretnej pomocy dla Grecji, ale m.in. Niemcy, Holendrzy i Austriacy chcieli jedynie ogólnikowego komunikatu. Dlatego liczba 20-25 mld euro - na tyle szacowane są przyszłe kredyty - nadal w Brukseli jest wymieniania tylko w nieformalnych rozmowach bądź za drzwiami zamkniętymi dla mediów.
Przyszłe kredyty dla Grecji nie będą miały żadnych ulg w oprocentowaniu, więc
Ateny będą musiały dwa razy się zastanowić, zanim o nie poproszą.
- Z tym planem jest trochę tak jak z bronią jądrową. Rynki finansowe powinny wiedzieć, że ją mamy. Za to my będziemy robić wszystko, by jej nie użyć - mówi jeden z brukselskich dyplomatów.
Grecja pożyczyła w tym roku ok. 13 mld euro dzięki dwóm emisjom obligacji, a w ciągu najbliższych dwóch miesięcy będzie musiała znaleźć kolejne 20 mld euro. Zdaniem wielu komentatorów udawanie, że UE zdoła wymigać się od pomocy finansowej, to tylko zaklinanie rzeczywistości, aby postraszyć i zmobilizować Ateny do konsekwentnego zaciskania pasa. Grecy zobowiązali się, że w tym roku zbiją o cztery punkty swój deficyt finansów publicznych, który wyniósł 12,8 proc. w 2009 r. - Dostajemy z Brukseli znowu tylko niejasne obietnice - komentował wczoraj grecki
dziennik "To Wima".