Komisja Europejska oceniła wczoraj plany ograniczenia deficytów budżetowych przygotowane przez 14 państw, w tym m.in. przez rządy Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii. I uznała, że mogą być zbyt optymistyczne, co zwiększa ryzyko, że największe gospodarki strefy euro za późno powrócą do przestrzegania rygorystycznych kryteriów z Maastricht (deficyt budżetowy poniżej 3 proc. PKB, dług publiczny nie większy niż 60 proc.). Bruksela chciałaby, żeby cała strefa euro wróciła do tych kryteriów już około 2013 r.
Tymczasem Berlin,
Paryż,
Rzym i
Madryt przedstawiły za mało konkretnych pomysłów na redukowanie deficytu. Zakładają za to, że lwią część zadania wykona... szybki wzrost PKB, który zapewni większe wpływy do państwowej kasy. Komisja takiej koncepcji nie akceptuje. - Planom, które obecnie znamy, brakuje konkretów na temat zbijania deficytów i wycofywania się z podatkowych narzędzi stymulujących gospodarkę w 2011 r. Ponaglamy kraje UE, aby zaczęły nad tym poważnie myśleć - mówili wczoraj eksperci KE. Wezwali Hiszpanię do szybkiej reformy systemu emerytalnego, a Włochy do zacieśnienia kontroli wydatków budżetowych w autonomicznych regionach.
Pomimo tych dzwonków alarmowych średnia ocena polityki budżetowej w 14 krajach UE wypadła raczej pozytywnie. Prymusami okazały się
Estonia i
Bułgaria, które już w tym roku zamierzają mieć deficyt budżetowy mniejszy niż 3 proc.
W chwili gdy w środę Komisja Europejska prezentowała swoją ocenę rządowych planów walki z nadmiernymi deficytami, w Berlinie o strefie euro mówiła niemiecka kanclerz Angela Merkel. Przemawiając w Bundestagu, zaproponowała, by strefę euro wyposażyć w nową furtkę prawną - możliwości wyrzucania ze strefy euro tych państw, które notorycznie i głęboko łamią kryteria z Maastricht. Obecnie obowiązujący traktat lizboński takiej możliwości nie daje.