Biznes Ludzie Pieniądze

Kłótnia o dotacje w regionach. Ministerstwo rozpoczyna kontrole

Konrad Niklewicz Danuta Majka, Lublin
17.03.2010 , aktualizacja: 18.03.2010 08:05
A A A Drukuj
Zarząd województwa lubelskiego - tłumacząc się "interesem społecznym" - degraduje wysoko ocenione wnioski o dotację i samodzielnie przyznaje wsparcie tym projektom, które w ocenie merytorycznej wypadły słabiej. Ministerstwo Rozwoju Regionalnego zapowiada kontrolę

Fot. iStock.com
Wydatki w regionalnych programach
Wydatki w regionalnych programach
Miało być merytorycznie i z korzyścią dla całego województwa. Skończyło się kłótnią, protestami gmin i ministerialną kontrolą na karku.

Sprawa zaczęła się w 2009 r., gdy zarząd województwa lubelskiego ogłosił nabór wniosków o dofinansowanie infrastruktury szkolnej i sportowej w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego (to jedna z części unijnych funduszy strukturalnych, każde województwo ma swój własny RPO).

Napłynęły aż 154 wnioski. Jak zawsze w RPO zostały ocenione przez ekspertów i uszeregowane, od najlepszego do najgorszego, na oficjalnej liście rankingowej. Wysokie miejsce (praktycznie gwarantujące dotację) dostały m.in. Parczew i Ryki. - Zgłosiliśmy projekt basenu przy szkole. Doskonale wpisywał się w założenia konkursu. W trakcie oceny merytorycznej został oceniony wysoko. Dostaliśmy ponad 90 punktów. Na ogłoszonej liście rankingowej zajęliśmy 13. miejsce - mówi "Gazecie" Andrzej Wróblewski, przewodniczący Rady Miejskiej w Parczewie. - Jaki był nasz szok, gdy okazało się, że na ostatecznej liście projektów, które dostaną dotację, znaleźliśmy się 44 pozycje niżej. Na 15. miejscu listy rezerwowej A dotację przyznano projektom, które dostały po 65 punktów! - denerwuje się.

Podobna degradacja spotkała także inne gminy - m.in. Ryki.

Kolejność na liście zmienił zarząd województwa (PO-PSL). Czy mógł to zrobić? Obowiązujące w lubelskim RPO przepisy stwierdzają, że "lista rankingowa, co do zasady jest wiążąca dla Zarządu Województwa Lubelskiego". Ale - w uzasadnionych i wyjątkowych przypadkach - zarząd może zmienić kolejność projektów na liście rankingowej ze względu na "realizację ważnego interesu społecznego".

I na ten właśnie "interes społeczny" powołał się zarząd. - Mieliśmy do rozdania 200 mln zł, a wartość wniosków wynosiła 800 mln zł. Mieliśmy dylemat: dawać na aquaparki czy dzielić biednym. Wybraliśmy drugie rozwiązanie, choć z przeliczenia punktów wychodziło, że to aquaparki powinny dostać dofinansowanie, a nie szkoły - mówi "Gazecie" marszałek województwa lubelskiego Krzysztof Grabczuk. - Zarząd uznał, że trzeba mocniej wesprzeć oświatę, że ważniejszy niż basen jest np. budynek szkoły w Rososzy, gdzie dzieci muszą korzystać z toalet na dworze - uzupełnia Adrianna Iwan, rzeczniczka prasowa Urzędu Marszałkowskiego w Lublinie.

- Ale dlaczego w takim razie dotację unijną dostanie jednak basen w Radzyniu Podlaskim? Identyczny z tym, który my chcemy zbudować, zaprojektowany przez tych samych projektantów?! - pyta Wróblewski. Nieprzekonany jest też Jarosław Żaczek, poseł PiS z Lubelszczyzny: - Ta teza się nie broni - mówi. Bo, przykładowo, dotacja pójdzie na przebudowę stadionu w Puławach (14 mln zł dofinansowania). A na tle innych miejscowości Lubelszczyzny Puławy są bogate. - Natomiast zarząd wyrzucił budowę osiedlowych boisk, na które Dęblin chciał tylko 2 mln zł - wylicza Żaczek.

Kontrowersje przy podziale pieniędzy na Lubelszczyźnie są tak duże, że sprawą zajęło się Ministerstwo Rozwoju Regionalnego. - Rozpoczynamy kontrolę. Sprawdzimy dokumenty. Poprosiłem marszałka, by wstrzymał się z podpisywaniem umów o przyznaniu dotacji, dopóki nie skończymy - mówi "Gazecie" wiceminister rozwoju regionalnego Krzysztof Hetman, odpowiedzialny za RPO.



Resort wiele więcej zrobić nie może. - W RPO rządzą samorządy. I to one ponoszą 100 proc. odpowiedzialności za rozdział pieniędzy - podkreśla Hetman. MRR przypomina jednak, że "lista rankingowa jest jednym z najważniejszych elementów w procesie wyboru dotowanych projektów". I jeśli już zarząd województwa decyduje się samodzielnie zmieniać kolejność na liście (wbrew punktacji), to musi to robić w sposób przejrzysty. - Ja nie rozumiem, dlaczego projekt, który został oceniony tak wysoko, nagle lądował na środku listy rezerwowej - zauważa wiceminister.

Działania zarządu woj. lubelskiego dziwią też Jerzego Kwiecińskiego, eksperta BCC. - Taką sytuację samorząd powinien przewidzieć wcześniej. I już w kryteriach oceny zapisać, że np. gminy w szczególnie trudnej sytuacji będą dostawać dodatkowe punkty. To byłoby najbardziej przejrzyste rozwiązanie - mówi Kwieciński. - A tak w tej sytuacji poszkodowanym gminom pozostają odwołania i sąd. Do Komisji Europejskiej raczej bym nie pisał, bo ona bardzo rzadko zajmuje się takimi przypadkami.

- Do tej pory wydawało się oczywiste, że o przydzieleniu dotacji decydują kryteria merytoryczne, liczba punktów - mówi rozżalony Wróblewski. - My tego tak nie zostawimy. Zaczęliśmy akcję protestacyjną, napisaliśmy do marszałka. I co usłyszeliśmy? Że jak chcemy na basen, to będziemy mogli sobie do Radzynia pojechać - opowiada.

To przecież tylko 32 kilometry.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów