List Izby reprezentującej otwarte fundusze emerytalne ma być reakcją na wielokrotnie podejmowane przez minister
pracy Jolantę Fedak próby "dyskredytowania OFE".
Fedak zarzucała towarzystwom zmowę cenową i przekonywała, że więcej niż w funduszach można było zarobić na lokacie bankowej. Mimo że IGTE przedstawiła wyliczenia pokazujące, że
OFE dały większy zysk niż lokata w banku, Fedak nie wycofała się ze swoich wypowiedzi. - W takiej atmosferze trudno skupić się na zarządzaniu środkami klientów - przekonuje Lewicka.
W liście do premiera zapewniła ona, że towarzystwa emerytalne nigdy nie uchylały się od dyskusji o zmianach w systemie emerytalnym. Wręcz przeciwnie, wielokrotnie proponowały konkretne rozwiązania, które "zwiększą świadczenia przyszłych emerytów". - To działania Ministerstwa Pracy uniemożliwiają dyskusję nad zmianami. Odsuwają tylko uwagę od KRUS [kasy ubezpieczeniowej rolników], do którego dopłacają wszyscy Polacy - uważa Lewicka.
W swoim liście do premiera Izba przypomina, że OFE - tak bardzo krytykowane przez resort pracy - w tym samym czasie okazują się wiarygodnymi partnerami dla ministra skarbu (biorąc udział w
prywatyzacji) czy samorządów dużych miast (gdy kupują emitowane przez nie obligacje).
List IGTE trafił nie tylko do premiera, ale także do ministra Michała Boniego i przewodniczącego rządowej Rady Gospodarczej Jana Krzysztofa Bieleckiego. Obaj nie popierają zmian w OFE zaproponowanych przez resort pracy. Są przeciwni m.in. obniżeniu składki do OFE i możliwości wypłaty środków z funduszy.
Fedak powiedziała PAP, że nie może komentować stawianych przez IGTE zarzutów, bo nie dostała listu i nie zna jego treści. Zapewniła, że weźmie udział w każdej debacie o reformie systemu emerytalnego, jeśli tylko dostanie na nią zaproszenie.