Szturm na rekord na warszawskim parkiecie był możliwy, bo dobra koniunktura panowała także na innych giełdach. Głównym powodem były wieści z amerykańskiego banku centralnego Fed, który zapewnił, że jeszcze długo utrzyma rekordowo niskie
stopy procentowe. Dzięki temu na rynkach finansowych jest ogromna ilość taniego pieniądza, który pożyczany w
USA płynie na giełdy całego świata, także do Warszawy.
Zwyżce pomagały też dobre dane makro z naszej gospodarki, na które bardzo liczyli inwestorzy. Produkcja przemysłowa okazała się minimalnie lepsza od przewidywań, co jest kolejnym sygnałem, że nasza gospodarka skutecznie opiera się spowolnieniu. W efekcie gracze liczą więc na dobre wyniki finansowe polskich spółek.
Dotychczasowy rekord WIG20 wynosi 2489 pkt i został ustanowiony 20 stycznia tego roku. Akcje były wówczas najdroższe od minimum bessy z lutego 2009 r. W środę WIG20 w trakcie sesji pokonał ten poziom, ale na zamknięciu nie zdołał utrzymać rekordu. Na parkiecie widać było ogromną aktywność inwestorów, szczególnie zagranicznych funduszy interesujących się naszymi największymi spółkami. Obrót sięgnął blisko 2,3 mld zł.
-
Polska sytuacja makroekonomiczna była w ubiegłym roku imponująca, na początku tego roku również, co będzie wspierać wzrosty na
GPW. Wzrosty będą jednak umiarkowane, bo akcje na rynkach wschodzących są już relatywnie drogie. Latem indeksy mogą się ustabilizować, może pojawić się chęć realizacji zysków - powiedział agencji Reuters szef działu analiz rynków wschodzących w Commerzbanku Michael Ganske.