Takie informacje "Wall Street Journal" uzyskał od trzech byłych więźniów zakładu Butner w Karolinie Północnej. Po ataku Madoff został przeniesiony na oddział szpitalny więzienia.
Według relacji byłych osadzonych, do których dotarła gazeta, więźnia sprowokowała rozmowa, z której miało wynikać, że Madoff przysłużył się do powstania długów osadzonego.
Do tej pory ani dyrekcja zakładu, ani prawnik Madoffa nie potwierdzali tych informacji. Śledztwo jest jednak w toku. Jak oświadczyła Traci Billingsley z urzędu więziennictwa, zaraz po incydencie Madoff stwierdził, że nikt go nie zaatakował.
Jeden z byłych więźniów opowiada o życiu Madoffa w więzieniu. Weekendy spędza głównie na czytaniu książek i oglądaniu filmów - podobno szczególnie upodobał sobie "Zabójczą broń" z Melem Gibsonem.
Oprócz tego Madoff udziela rad dotyczących inwestowania innym skazanym. - Powiedział mi, żebym zdywersyfikował swój portfel. Mam inwestować w fundusze opierające się o indeks
S&P 500, czyli o wiele spółek. Według niego to lepsze rozwiązanie niż wkładanie wszystkich jajek do jednego koszyka - relacjonuje były więzień.
Madoff ostrzegł również indywidualnych inwestorów przed inwestowaniem krótkoterminowym. - To nie dla ciebie. To dla jednostek takich jak ja, które miały do dyspozycji miliony - miał stwierdzić Madoff.
71-letni dziś Bernard Madoff został aresztowany w grudniu 2008 r. Oskarżony o zbudowanie nielegalnej piramidy finansowej został skazany na 150 lat więzienia. Wyrok odsiaduje od ośmiu miesięcy.
