Od czasu ogłoszenia budowy Nord Stream koszty tej inwestycji już się podwoiły. Kiedy we wrześniu 2005 r. w Berlinie Gazprom podpisywał z niemieckimi koncernami E.ON i BASF umowę o rurze omijającej Europę Środkową, zapowiadano, że będzie kosztować 4 mld euro. Dwa lata później Nord Stream podniósł wydatki do 6 mld euro, a w 2007 r. do 7,4 mld euro.
We wtorek w Londynie Nord Stream podpisał umowę z bankami, od których pożyczy 3,9 mld euro na pierwszą fazę budowy. Przy tej okazji kontrolowane przez Gazprom konsorcjum ujawniło, że koszty inwestycji znowu rosną. Wyniosą 8,8 mld euro - napisały dzienniki "Kommiersant" i "Wiedomosti", powołując się na informacje z Nord Stream. Według konsorcjum nie zmieniły się koszty ułożenia rury. Ale trzeba do nich doliczyć koszty obsługi kredytów do czasu uruchomienia gazociągu, a także wydatki na administrację oraz inne koszty.
To nie wszystko. Budowa dwóch lądowych odnóg Nord Stream, które będą transportować przez
Niemcy surowiec dostarczany przez Bałtyk, pochłonie kolejne 2 mld euro. Do tego dojdzie 400 mln euro na przedłużenie przez
Czechy jednej z niemieckich odnóg.
Minimum 5-6 mld euro pochłonie jeszcze budowa gazociągów w Rosji, które przetransportują gaz z Syberii nad brzeg Bałtyku, oraz budowa gigantycznej tłoczni, która przepchnie przez Bałtyk rosyjski gaz do Niemiec.