W ustawie budżetowej zapisano, że w tym roku deficyt wyniesie rekordowe 52,2 mld zł. Jednak minister finansów Jacek Rostowski, konstruując tegoroczny budżet, nie uwzględnił wpłaty z banku centralnego. Bank twierdził, że nie wie, czy w ogóle uda się go wypracować.
Oczekiwania resortu finansów były jednak duże. Jeszcze w styczniu wiceminister finansów Dominik Radziwiłł mówił, że zysk przekroczy 10 mld zł. Prezes NBP Sławomir Skrzypek natychmiast zdementował tą informację i podał, że zysk nie przekroczy najlepszego wyniku z ostatnich czterech lat - 4,4 mld zł. Co wcale nie znaczyło, że wpłata do
budżetu będzie bliska tej kwocie.
- To powinno być około 8 mld zł, zależy od tego, jak będzie liczone - powiedziało wczoraj Reutersowi anonimowe źródło.
Ostateczna wartość zysku zależy od tego, jak duże zostaną ustanowione rezerwy na ryzyko kursowe. Jeśli zarząd zadecyduje, że potrzebne są większe rezerwy, to zysk będzie automatycznie niższy. Obecnie w zarządzie zasiadają w większości osoby powołane za prezesury Skrzypka (kadencja Jerzego Stopyry, który jest w zarządzie od 1992 r., niebawem wygaśnie).
Resort finansów ani NBP nie skomentowały informacji o zysku. Po lutym deficyt budżetu wyniósł 16,7 mld zł, czyli 32,1 proc. całorocznego planu. Jednak szef doradców premiera Michał Boni informował, że ostatecznie w tym roku deficyt będzie o 15 mld zł mniejszy od zaplanowanego.
