W ubiegłym roku, walcząc z kryzysem i silnym spowolnieniem gospodarczym, rząd miał ograniczone pole działania, a sytuacja
budżetu nie pozwalała na realizowanie polityki krajów zachodnich, gdzie rządy przez zadłużanie się doprowadzały do zwiększania wydatków publicznych. Polski rząd przyjął więc mocno krytykowaną w niektórych kręgach strategię "jazdy na gapę", czyli wykorzystania pozytywnego oddziaływania pakietów stymulacyjnych w państwach ościennych. I wydaje się, że z punktu widzenia naszej gospodarki było to dość rozsądne i sprytne posunięcie.
Oczywiście, należy pamiętać, że gdyby nie pakiet stymulacyjny w Niemczech, pole manewru rządu byłoby jeszcze bardziej ograniczone. Na korzyść rządu trzeba jednak zapisać, że mimo trudnej sytuacji i wysokiego deficytu
polityka fiskalna nie była mocno restrykcyjna: nie stymulowano wzrostu wydatków, nie podwyższono podatków. Z punktu widzenia przeciętnego Kowalskiego polityka fiskalna rządu była neutralna.
Na plus rządowi trzeba też zaliczyć umiejętną politykę obsługi zadłużenia. Resort finansów pokazał, że ma duże wyczucie sytuacji rynkowej i przez umiejętnie wypuszczane emisje papierów udało się zapewnić finansowanie polskiego zadłużenia. Na początku ubiegłego roku Ministerstwo Finansów emitowało głównie krótkie papiery, które inwestorzy kupowali, ponieważ w sytuacji niepewności na rynkach finansowych była to jedyna alternatywa. Kiedy niepewność ustąpiła, resort finansów wydłużył czas oferowanych obligacji skarbowych. Wykorzystując dobry moment, resort potrafił wykorzystać wzrost apetytu na ryzyko inwestorów, ograniczając podaż papierów skarbowych w Polsce i wydłużając czas zapadalności papierów za granicą.
Problemem, który pozostał, jest na pewno sytuacja w sektorze bankowym, nie jest to jednak zadanie tylko dla rządu, ale też dla banku centralnego i nadzoru finansowego. Celem powinno być ożywienie na rynku pożyczek międzybankowych, który jak dotąd praktycznie nie funkcjonuje. Widać to, chociażby porównując wartość WIBOR w stosunku do stopy RPP, gdzie różnica zwykle sięgała 20-25 punktów bazowych, a obecnie wynosi ponad 60. Świadczy to o tym, że rynek pożyczek międzybankowych jest bardzo mało płynny. Powinny zostać podjęte działania, aby banki nie bały się pożyczać sobie nawzajem pieniędzy.
W czasie piątkowej debaty członkowie rządu przekonywali, że największym problemem jest wzrost
bezrobocia, ja jestem jednak optymistą, jeśli chodzi o
rynek pracy. To, że liczba osób bez pracy wzrasta, to nic nowego, ponieważ wzrost bezrobocia jest zwykle opóźniony względem sytuacji gospodarczej. Do tego obecny wzrost bezrobocia powyżej 13 proc. jest po części spowodowany także czynnikami sezonowymi i efektami jednorazowymi. Należy do nich zaliczyć m.in. bardzo srogą zimę, która spowolniła sytuację np. w branży budowlanej, a także podwyżkę zasiłków od stycznia, co spowodowało, że część nowych bezrobotnych czekała miesiąc lub dwa z zarejestrowaniem się w urzędach.
Jakie rząd powinien mieć priorytety na ten rok? Takich tematów jest dużo, wydaje się jednak, że warto zastanowić się nad sposobem, w jaki wykorzystywane są środki unijne. Z mediów docierają sygnały, że o ile na poziomie Ministerstwa Rozwoju Regionalnego transfer środków przebiega skutecznie, to już niektóre samorzady mają duże problemy z ich wykorzystaniem. Kwestia unijnych środków jest ważna, bo to jeden z impulsów, który pomógł nam przezwyciężyć
kryzys gospodarczy.
Czytaj także: