Biznes Ludzie Pieniądze

Tanie euro to szybki wzrost

Marc Touati*
2010-03-19, ostatnia aktualizacja 2010-03-19 16:55

Euro powinno kosztować jednego dolara. Wtedy problem Grecji nie będzie taki poważny. Ale jeśli nie zrobimy nic, to nastąpi efekt domina: po Grecji będzie Portugalia, Hiszpania, Włochy, a na koniec Francja.


ZOBACZ TAKŻE
Anna Napiórkowska: Po 11 latach od wejścia euro Francuzi ostatecznie pożegnali się ze swoją walutą narodową - frankiem. Banki już nie będą dokonywały wymiany franka na euro. Z sondaży wynika, że 70 proc. Francuzów żałuje z powodu zniknięcia franka i pojawienia się euro. Czy ich emocje są uzasadnione?

Marc Touati: Są dwa powody takich emocji. Pierwszy, we Francji nigdy nie było prawdziwej kampanii edukacyjnej na temat Unii Europejskiej. Łatwo więc przyszło proste myślenie, mocno wsparte hasłami polityków eurosceptyków, że jeśli mamy kłopoty gospodarcze, to z winy Unii. W ten sposób wytworzył się negatywny obraz UE, która jest postrzegana jako zagrożenie, a nie korzyść.

Drugi problem, który występuje nie tylko we Francji, ale w całej strefie euro, dotyczy bardzo słabego wzrostu gospodarczego. Tylko w pierwszych dwóch lat, 1999-2000, zanotowaliśmy prawdziwy wzrost, potem było już coraz gorzej, a recesja roku ubiegłego w strefie euro była większa niż w USA.

Trzeba jednak pamiętać, że gdyby nie wprowadzono euro, sytuacja byłaby jeszcze gorsza. Musielibyśmy bronić pozycji franka, w stosunku do pozostałych walut europejskich, przez podnoszenie oprocentowania kredytów, a tym samych hamując wzrost gospodarczy.

Euro nas chroni. To jest strefa stabilizacji, biorąc pod uwagę gospodarkę Niemiec, dzięki której jesteśmy wiarygodni i możemy z tego korzystać. Jednak politycy tak dalece z tego korzystali, że zaprzestali reform budżetowych.

Natomiast strefa euro nie jest w stanie wygenerować wysokiego wzrostu gospodarczego, a to z powodu przede wszystkim złej polityki Europejskiego Banku Centralnego. Polityka EBC skupia się na działaniu antyinflacyjnym zamiast na wzroście gospodarczym.

Nie ma wzrostu, więc mamy problem wysokiego bezrobocia. Z tego samego powodu ceny wzrosły dużo szybciej niż płace, choć poziom inflacji nie jest wyższy niż przed wejściem do strefy euro, jeśli porównać dla przykładu rok 2000 z 2010 oraz 1980 i 1990.

Francuzi zbiednieli i łatwo uwierzyli, że to wina euro.

EBC nadal prowadzi katastrofalną politykę antywzrostową. W 2008 r. wywindował oprocentowanie kredytów. To ogromnie wzmocniło pozycję euro i spowodowało gwałtowny spadek wzrostu gospodarczego. I takie kraje jak Grecja, Hiszpania, Portugalia mają teraz poważne problemy. Gdyby była prowadzona przez ostatnie dziesięć lat właściwa polityka, mielibyśmy większy wzrost, więcej miejsc pracy, większą siłę nabywczą i lepszy obraz euro.

Bruksela zażądała od Grecji opracowania planu oszczędności budżetowych. Same oszczędności nie wystarczą, żeby ten kraj wyszedł z kryzysu. Jak rozwiązać grecki problem?

- Koszt długu publicznego jest za wysoki w stosunku do wzrostu gospodarczego. Myślenie jest takie, że wystarczy wlać do budżetu pieniądze i problem zniknie. To są rozwiązania chwilowe. A rozwiązaniem długofalowym jest nakręcenie wzrostu gospodarczego, a więc euro powinno być na poziomie jednego dolara. Obniżenie wartości euro natychmiast nakręci wzrost.

Jeśli obniżona zostanie wartość euro, problem Grecji nie będzie tak poważny. Natomiast jeśli nic nie zrobimy, to nastąpi efekt domina. Następne będą Portugalia, Hiszpania, Włochy, a na koniec Francja. Zresztą jeśli nie zostanie jak najszybciej przeprowadzona we Francji reforma emerytalna, to znajdziemy się w 2012 roku w tym samym punkcie co Grecja teraz.

Francuzi obawiają się, że przyjdzie im zapłacić z własnej kieszeni za długi Greków.

- Tak jakby Francuzi nie robili głupot... Problem strefy euro polega na tym, że to nie jest strefa optymalna. Stworzyliśmy strefę euro, bo taka była wola polityczna. Jej twórcy, Mitterrand i Kohl, nie uwzględnili czynników ekonomicznych. Nie wprowadzono harmonizacji fiskalnej, budżetowej oraz rynku pracy, nie stworzono jednego budżetu federalnego. Zrozumiałe jest więc, że strefa nie może dobrze działać. Poszczególne gospodarki są zbyt różne.

I jeśli harmonizacji nie zrobimy w najbliższych latach, to za dziesięć lat strefa euro zniknie.

Nie możemy mieć takiej samej polityki fiskalnej, bo poziom życia w poszczególnych krajach jest różny.

- I to jest problem, bo strefa powinna być stworzona dla tych, którzy mają zbliżony poziom rozwoju. W USA poziom rozwoju poszczególnych stanów nie jest taki sam. Jest podobny i wszystkie one mają jeden budżet federalny.

*Marc Touati jest francuskim ekonomistą, dyrektorem generalnym Financial Services Company "Global Equities"

Rozmawiała Anna Napiórkowska

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.2

14 głosów