Ministerstwa pożegnają się z własnymi samochodami?
Konrad Niklewicz
2010-03-19, ostatnia aktualizacja 2010-03-19 20:25
Ministerstwo skarbu rezygnuje z samochodów. Na własność. Zamiast płacić setki tysięcy złotych za remonty, ubezpieczenia i powypadkowe naprawy, resort auta wynajmie. Jeśli eksperyment się powiedzie, w ślad za MSP pójdzie cała administracja rządowa
ZOBACZ TAKŻE
- Resort skarbu zamiast kupić, wypożyczył samochody (08-07-10, 20:35)
- Ponad 600 tys. służbowych aut. Nikt nie ma takiej floty jak Włosi (13-05-10, 12:17)
- Cztery firmy chcą wynająć limuzyny Ministerstwu Skarbu (10-05-10, 23:42)
- Ministerstwo Skarbu chce aut na paliwo, którego już nie ma (07-04-10, 06:00)
- Dlaczego minister skarbu nie jeździ taksówką? (21-03-10, 18:07)
- Ministerstwa Sum Wstrzymanych. Poślizgi z dotacjami są wszędzie (18-02-10, 19:47)
- Róbmy coś, bo ten dług nas pogrąży (16-12-09, 01:00)
- Ściąganie podatków w Polsce jest drogie (11-09-09, 14:24)
- Kupują auta, bo rząd daje pieniądze (02-04-09, 10:12)
Ministerstwo Skarbu Państwa już wkrótce może stać się pierwszym urzędem centralnym, który nie będzie miał ani jednego własnego samochodu. Dziś jest właścicielem 22. Dziewięciu w centrali, trzynastu w terenowych delegaturach. Średni wiek aut - volvo, daewoo, peugeotów - to dziesięć lat. Przebiegi są liczone w setkach tysięcy kilometrów. Kilka z tych ministerialnych samochodów jest "na stanie" tylko teoretycznie. Nie jeżdżą, bo ich naprawa byłaby droższa od księgowej (i rynkowej) wartości.
Na samo utrzymanie - remonty, ubezpieczenie itp. - tej rdzewiejącej floty resort wydaje blisko pół miliona złotych rocznie. - Za dużo! - uznali urzędnicy podlegli ministrowi Aleksandrowi Gradowi.
Stąd pomysł, by już nie kupować nowych samochodów. Zamiast jednorazowo zostawić w kieszeni dilerów ponad 850 tys. zł (licząc, że średnia cena samochodu to 50 tys. zł, a resort kupi ich 17), MSP chce auta wynająć. I przerzucić całą obsługę pojazdów na firmę wynajmującą, wyłonioną w przetargu. Dokładnie tak, jak robią to duże prywatne firmy, wśród których leasing "pełnoobsługowy" staje się coraz bardziej popularny.
- Porównaliśmy koszt zakupu i eksploatacji nowych samochodów przez osiem lat oraz dwóch czteroletnich umów najmu długoterminowego - mówi "Gazecie" Maciej Wewiór. Wyliczenia nie pozostawiły wątpliwości: kupując i utrzymując samochody przez cztery lata, budżet musiałby zapłacić ok. 1,6 mln zł. Jeśli auta wynajmie - zapłaci o 200 tys. zł mniej. - Takie rozwiązanie przenosi na firmę zewnętrzną koszty zarządzania flotą, takie jak ubezpieczenia czy likwidacja szkód komunikacyjnych - podkreśla Wewiór. - Chcemy ogłosić przetarg na 17-18 aut jak najszybciej. Możliwe, że w ciągu miesiąca albo dwóch.
Resort podkreśla, że rezygnacja z zakupu samochodów nie jest jedyną oszczędnością, na którą resort się zdecydował. Grad zlikwidował w resorcie 80 etatów, po remoncie koszt utrzymania budynku ministerstwa spadł o połowę (bo zamontowano energooszczędne źródła światła, wymienniki ciepła itp.), a zastąpienie faksów e-mailem i zmiana operatora telefonicznego przyniosły kolejne 30 proc. oszczędności na rachunkach.
Ale to samochody są najbardziej spektakularne. I jeśli ten eksperyment sprawdzi się w praktyce - podkreślają przedstawiciele resortu - to w ślad za MSP pójdą pozostałe urzędy centralne.
Pomysł chwalą eksperci. - Widzę same plusy takiego rozwiązania. Moi koledzy z branży w Wielkiej Brytanii, Belgii albo Hiszpanii już od dawna wynajmują samochody sferze budżetowej. W Wielkiej Brytanii w leasing brane są nawet radiowozy policyjne - przekonuje Leszek Pomorski, prezes ING Car Lease (jeden z liderów na polskim rynku leasingowym). - Takie rozwiązanie przynosi korzyści wizerunkowe i finansowe. Dziś jest taka sytuacja, że urzędy boją się kupić nowe samochody w obawie przed oskarżeniem o wyrzucanie pieniędzy podatników na limuzyny. I efekt jest taki, że jeżdżą gratami, których koszty eksploatacji są potwornie wysokie - mówi Pomorski. - Przy zastosowaniu leasingu tzw. full service, koszty spadają, bo resort nie będzie już musiał zatrudniać osób do obsługi, własnych garaży i warsztatów.
- Koncepcja odejścia od własnej floty samochodów jest uzasadniona. Prawie żadna firma nie ma własnych samochodów, tylko korzysta z leasingu - wtóruje Krzysztof Rybiński, wykładowca warszawskiej SGH, autor propozycji planu oszczędnościowego dla rządu. - Największa korzyść byłaby taka, gdyby na taką operację zdecydowała się cała administracja rządowa. Bo wówczas zadziała efekt skali. Kolejnym krokiem mogłoby być zrobienie tego samego w odniesieniu do budynków - dodaje Rybiński.
Z informacji "Gazety" wynika, że wszystkie resorty mają ponad 300 samochodów. Kancelaria premiera oraz Centrum Obsługi KPRM - ponad 50.
Na samo utrzymanie - remonty, ubezpieczenie itp. - tej rdzewiejącej floty resort wydaje blisko pół miliona złotych rocznie. - Za dużo! - uznali urzędnicy podlegli ministrowi Aleksandrowi Gradowi.
Stąd pomysł, by już nie kupować nowych samochodów. Zamiast jednorazowo zostawić w kieszeni dilerów ponad 850 tys. zł (licząc, że średnia cena samochodu to 50 tys. zł, a resort kupi ich 17), MSP chce auta wynająć. I przerzucić całą obsługę pojazdów na firmę wynajmującą, wyłonioną w przetargu. Dokładnie tak, jak robią to duże prywatne firmy, wśród których leasing "pełnoobsługowy" staje się coraz bardziej popularny.
- Porównaliśmy koszt zakupu i eksploatacji nowych samochodów przez osiem lat oraz dwóch czteroletnich umów najmu długoterminowego - mówi "Gazecie" Maciej Wewiór. Wyliczenia nie pozostawiły wątpliwości: kupując i utrzymując samochody przez cztery lata, budżet musiałby zapłacić ok. 1,6 mln zł. Jeśli auta wynajmie - zapłaci o 200 tys. zł mniej. - Takie rozwiązanie przenosi na firmę zewnętrzną koszty zarządzania flotą, takie jak ubezpieczenia czy likwidacja szkód komunikacyjnych - podkreśla Wewiór. - Chcemy ogłosić przetarg na 17-18 aut jak najszybciej. Możliwe, że w ciągu miesiąca albo dwóch.
Resort podkreśla, że rezygnacja z zakupu samochodów nie jest jedyną oszczędnością, na którą resort się zdecydował. Grad zlikwidował w resorcie 80 etatów, po remoncie koszt utrzymania budynku ministerstwa spadł o połowę (bo zamontowano energooszczędne źródła światła, wymienniki ciepła itp.), a zastąpienie faksów e-mailem i zmiana operatora telefonicznego przyniosły kolejne 30 proc. oszczędności na rachunkach.
Ale to samochody są najbardziej spektakularne. I jeśli ten eksperyment sprawdzi się w praktyce - podkreślają przedstawiciele resortu - to w ślad za MSP pójdą pozostałe urzędy centralne.
Pomysł chwalą eksperci. - Widzę same plusy takiego rozwiązania. Moi koledzy z branży w Wielkiej Brytanii, Belgii albo Hiszpanii już od dawna wynajmują samochody sferze budżetowej. W Wielkiej Brytanii w leasing brane są nawet radiowozy policyjne - przekonuje Leszek Pomorski, prezes ING Car Lease (jeden z liderów na polskim rynku leasingowym). - Takie rozwiązanie przynosi korzyści wizerunkowe i finansowe. Dziś jest taka sytuacja, że urzędy boją się kupić nowe samochody w obawie przed oskarżeniem o wyrzucanie pieniędzy podatników na limuzyny. I efekt jest taki, że jeżdżą gratami, których koszty eksploatacji są potwornie wysokie - mówi Pomorski. - Przy zastosowaniu leasingu tzw. full service, koszty spadają, bo resort nie będzie już musiał zatrudniać osób do obsługi, własnych garaży i warsztatów.
- Koncepcja odejścia od własnej floty samochodów jest uzasadniona. Prawie żadna firma nie ma własnych samochodów, tylko korzysta z leasingu - wtóruje Krzysztof Rybiński, wykładowca warszawskiej SGH, autor propozycji planu oszczędnościowego dla rządu. - Największa korzyść byłaby taka, gdyby na taką operację zdecydowała się cała administracja rządowa. Bo wówczas zadziała efekt skali. Kolejnym krokiem mogłoby być zrobienie tego samego w odniesieniu do budynków - dodaje Rybiński.
Z informacji "Gazety" wynika, że wszystkie resorty mają ponad 300 samochodów. Kancelaria premiera oraz Centrum Obsługi KPRM - ponad 50.
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
4.1
42 głosy
Przeczytaj 79 komentarzy na Forum
Pobierz aplikację Wyborcza.biz na:













