Ministerstwo Skarbu Państwa już wkrótce może stać się pierwszym urzędem centralnym, który nie będzie miał ani jednego własnego samochodu. Dziś jest właścicielem 22. Dziewięciu w centrali, trzynastu w terenowych delegaturach. Średni wiek aut - volvo, daewoo, peugeotów - to dziesięć lat. Przebiegi są liczone w setkach tysięcy kilometrów. Kilka z tych ministerialnych samochodów jest "na stanie" tylko teoretycznie. Nie jeżdżą, bo ich naprawa byłaby droższa od księgowej (i rynkowej) wartości.
Na samo utrzymanie - remonty, ubezpieczenie itp. - tej rdzewiejącej floty resort wydaje blisko pół miliona złotych rocznie. - Za dużo! - uznali urzędnicy podlegli ministrowi Aleksandrowi Gradowi.
Stąd pomysł, by już nie kupować nowych samochodów. Zamiast jednorazowo zostawić w kieszeni dilerów ponad 850 tys. zł (licząc, że średnia cena samochodu to 50 tys. zł, a resort kupi ich 17), MSP chce auta wynająć. I przerzucić całą obsługę pojazdów na firmę wynajmującą, wyłonioną w
przetargu. Dokładnie tak, jak robią to duże prywatne firmy, wśród których leasing "pełnoobsługowy" staje się coraz bardziej popularny.
- Porównaliśmy koszt zakupu i eksploatacji nowych samochodów przez osiem lat oraz dwóch czteroletnich umów najmu długoterminowego - mówi "Gazecie" Maciej Wewiór. Wyliczenia nie pozostawiły wątpliwości: kupując i utrzymując
samochody przez cztery lata,
budżet musiałby zapłacić ok. 1,6 mln zł. Jeśli auta wynajmie - zapłaci o 200 tys. zł mniej. - Takie rozwiązanie przenosi na firmę zewnętrzną koszty zarządzania flotą, takie jak ubezpieczenia czy likwidacja szkód komunikacyjnych - podkreśla Wewiór. - Chcemy ogłosić przetarg na 17-18 aut jak najszybciej. Możliwe, że w ciągu miesiąca albo dwóch.
Resort podkreśla, że rezygnacja z zakupu samochodów nie jest jedyną oszczędnością, na którą resort się zdecydował. Grad zlikwidował w resorcie 80 etatów, po remoncie koszt utrzymania budynku ministerstwa spadł o połowę (bo zamontowano energooszczędne źródła światła, wymienniki ciepła itp.), a zastąpienie faksów e-mailem i zmiana operatora telefonicznego przyniosły kolejne 30 proc. oszczędności na rachunkach.
Ale to samochody są najbardziej spektakularne. I jeśli ten eksperyment sprawdzi się w praktyce - podkreślają przedstawiciele resortu - to w ślad za MSP pójdą pozostałe urzędy centralne.
Pomysł chwalą eksperci. - Widzę same plusy takiego rozwiązania. Moi koledzy z branży w Wielkiej Brytanii, Belgii albo Hiszpanii już od dawna wynajmują samochody sferze budżetowej. W Wielkiej Brytanii w leasing brane są nawet radiowozy
policyjne - przekonuje Leszek Pomorski, prezes ING Car Lease (jeden z liderów na polskim rynku leasingowym). - Takie rozwiązanie przynosi korzyści wizerunkowe i finansowe. Dziś jest taka sytuacja, że urzędy boją się kupić nowe samochody w obawie przed oskarżeniem o wyrzucanie pieniędzy podatników na limuzyny. I efekt jest taki, że jeżdżą gratami, których koszty eksploatacji są potwornie wysokie - mówi Pomorski. - Przy zastosowaniu leasingu tzw. full service, koszty spadają, bo resort nie będzie już musiał zatrudniać osób do obsługi, własnych garaży i warsztatów.
- Koncepcja odejścia od własnej floty samochodów jest uzasadniona. Prawie żadna firma nie ma własnych samochodów, tylko korzysta z leasingu - wtóruje Krzysztof Rybiński, wykładowca warszawskiej SGH, autor propozycji planu oszczędnościowego dla rządu. - Największa korzyść byłaby taka, gdyby na taką operację zdecydowała się cała administracja rządowa. Bo wówczas zadziała efekt skali. Kolejnym krokiem mogłoby być zrobienie tego samego w odniesieniu do budynków - dodaje Rybiński.
Z informacji "Gazety" wynika, że wszystkie resorty mają ponad 300 samochodów. Kancelaria premiera oraz Centrum Obsługi KPRM - ponad 50.