Sesja cudów? KNF sprawdza, czy ktoś manipulował kursami akcji
ask, mać
2010-03-20, ostatnia aktualizacja 2010-03-20 08:53
Komisja Nadzoru Finansowego sprawdza, czy w trakcie piątkowej sesji giełdowej doszło do manipulacji - podaje radio RMF FM. Decyzja o wszczęciu śledztwa zapadła tuż po godzinie 15, kiedy nagle giełda "wystrzeliła" w górę i na koniec sesji kurs akcji mocno spadł. Końcówka sesji była zbyt zaskakująca - nawet jak na przypadający na piątek "dzień trzech wiedźm".
ZOBACZ TAKŻE
- "DGP": Gangi na GPW manipulują kursami akcji? (17-05-10, 07:25)
- Milioner, założyciel spółki ZPUE skazany za manipulacje (21-12-09, 20:35)
- Małżeństwo podejrzane o manipulacje na giełdzie (30-11-09, 17:48)
- Środowy cud giełdowy? Raczej manipulacja (13-11-08, 14:48)
- KNF sprawdza piątkowy cudofixing. Manipulował Londyn? (22-03-10, 14:05)
Koniec tygodnia był na warszawskim parkiecie bardzo nerwowy. WIG20 skończył dzień spadkiem o 0,16 proc., zaś indeks całej giełdy WIG stracił 0,31 proc. - podczas sesji zmienność cen akcji była bardzo duża. W najwyższym punkcie sesji WIG20 miał wartość 2488 pkt, zaś w najgorszym momencie znalazł się aż 73 pkt niżej! Co bardziej wrażliwych inwestorów mogło to przyprawić o palpitację serca.
To co zaniepokoiło KNF, to fakt, że około godziny 15 - jak podaje radio RMF FM - ktoś zaczął kupować akcje po wysokim kursie. Mogło albo dojść do zmowy, albo jakiś duży inwestor manipulował kursem. O godz. 14.55 indeks WIG20 wynosił 2435,43 pkt. (spadek o 0,41 proc. w stosunku do otwarcia) a już o 15.17 wzrósł do 2488,5 pkt. (o 1,76 proc.).
Do jeszcze większej sensacji doszło w końcówce notowań. Indeks WIG20, choć mocno zyskiwał, w ciągu zaledwie minuty znalazł się na minusie. W ostatnich minutach sesji rozpoczął się ostry spadek WIG 20 spadł z poziomu 2488,06 pkt (+1,74%) do 2441,39 pkt. (-0,16%). W przeszłości takie postępowania kończyły się zawiadomieniem o popełnieniu przestępstwa.
Wśród przyczyn tego rozedrgania niektórzy analitycy wymienili wczoraj przede wszystkim wygasanie marcowych serii kontraktów terminowych. W piątek kończyły one swój żywot na wszystkich ważniejszych rynkach kapitałowych świata, także w Polsce. Inwestującym w kontrakty musiało zależeć na podbijaniu lub dołowaniu cen akcji, więc ryzyko zmian cen pod koniec sesji było wkalkulowane w piątkowe handlowanie.
- Widać, aż nazbyt wyraźnie, jak mocno dużym inwestorom zależało na rozliczeniu kontraktów jak najwyżej i dzięki swoim ruchom doprowadzili do korzystnego dla nich zakończenia. Bardzo silne wrażenie po sesji pozostawia obrót. W trakcie takich sesji na ogół jest większy niż zazwyczaj, ale wczorajsze ponad 4,3 mld złotych to prawdziwy rekord. Z podobną wartością mieliśmy do czynienia ostatni raz podczas debiutu PGE, a więc niemal pół roku temu - mówi Paweł Cymcyk z AZ Finance.
Inną przyczyną zamieszania na warszawskim parkiecie mogły być wydarzenia w świecie walut. Najpierw szef szwajcarskiego banku centralnego powiedział, że niskie stopy procentowe nie będą trwały wiecznie, czym wywołał rajd w górę szwajcarskiej waluty. Złoty zaczął tracić nie tylko do franka (w południe frank kosztował nawet prawie 2,71 zł, gdy jeszcze półtora tygodnia temu miał wartość 2,63 zł). Słabł też w stosunku do dolara i euro. Za unijną walutę inwestorzy płacili 3,89 zł.
To co zaniepokoiło KNF, to fakt, że około godziny 15 - jak podaje radio RMF FM - ktoś zaczął kupować akcje po wysokim kursie. Mogło albo dojść do zmowy, albo jakiś duży inwestor manipulował kursem. O godz. 14.55 indeks WIG20 wynosił 2435,43 pkt. (spadek o 0,41 proc. w stosunku do otwarcia) a już o 15.17 wzrósł do 2488,5 pkt. (o 1,76 proc.).
Do jeszcze większej sensacji doszło w końcówce notowań. Indeks WIG20, choć mocno zyskiwał, w ciągu zaledwie minuty znalazł się na minusie. W ostatnich minutach sesji rozpoczął się ostry spadek WIG 20 spadł z poziomu 2488,06 pkt (+1,74%) do 2441,39 pkt. (-0,16%). W przeszłości takie postępowania kończyły się zawiadomieniem o popełnieniu przestępstwa.
Wśród przyczyn tego rozedrgania niektórzy analitycy wymienili wczoraj przede wszystkim wygasanie marcowych serii kontraktów terminowych. W piątek kończyły one swój żywot na wszystkich ważniejszych rynkach kapitałowych świata, także w Polsce. Inwestującym w kontrakty musiało zależeć na podbijaniu lub dołowaniu cen akcji, więc ryzyko zmian cen pod koniec sesji było wkalkulowane w piątkowe handlowanie.
- Widać, aż nazbyt wyraźnie, jak mocno dużym inwestorom zależało na rozliczeniu kontraktów jak najwyżej i dzięki swoim ruchom doprowadzili do korzystnego dla nich zakończenia. Bardzo silne wrażenie po sesji pozostawia obrót. W trakcie takich sesji na ogół jest większy niż zazwyczaj, ale wczorajsze ponad 4,3 mld złotych to prawdziwy rekord. Z podobną wartością mieliśmy do czynienia ostatni raz podczas debiutu PGE, a więc niemal pół roku temu - mówi Paweł Cymcyk z AZ Finance.
Inną przyczyną zamieszania na warszawskim parkiecie mogły być wydarzenia w świecie walut. Najpierw szef szwajcarskiego banku centralnego powiedział, że niskie stopy procentowe nie będą trwały wiecznie, czym wywołał rajd w górę szwajcarskiej waluty. Złoty zaczął tracić nie tylko do franka (w południe frank kosztował nawet prawie 2,71 zł, gdy jeszcze półtora tygodnia temu miał wartość 2,63 zł). Słabł też w stosunku do dolara i euro. Za unijną walutę inwestorzy płacili 3,89 zł.
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
3.9
17 głosów
Przeczytaj 33 komentarze na Forum
Pobierz aplikację Wyborcza.biz na:











